Subpage under development, new version coming soon!
Subject: Kibice
Kalkulator? Aby dodawać to ja nie potrzebuję kalkulatora :>
to która wg. Ciebie jest równie ważna jak nie najważniejsza?
(edited)
(edited)
Yeti to
Marek1234itd
wulgaryzmy to i usłyszysz w służbie zdrowia czy prokuraturze. zresztą zobacz sobie ile klna piłkarze w trakcie meczu, dlaczego nie zostaną ukarani mandatami, podobnie jak postepuje się z kibicami?
(edited)
(edited)
Donek dokonał cudu, zmienił mecze piłkarskie w sielanke. 0,01%!!! kto by się tego spodziewał :)
Doradca Zarządu Ekstraklasy SA - dr Seweryn Dmowski - skomentował wywiad jaki udzielił Radiu Gdańsk wojewoda pomorski.
W nawiązaniu do wczorajszego wywiadu wojewody pomorskiego Ryszarda Stachurskiego dla Radia Gdańsk (http://www.radiogdansk.pl/index.php/audycje-rg/rozmowa-kontrolowana/item/10579-ryszard-stachurski-wojewoda-pomorski-m-in-o-sytuacji-na-stadionach-i-lotnisku-w-gdyni.html) chciałbym jeszcze raz przypomnieć, że Ekstraklasa stanowczo sprzeciwia się wszelkim przejawom przemocy i nienawiści na piłkarskich trybunach. Na naszych stadionach nie ma miejsca dla osób łamiących prawo, a każde takie działanie zawsze spotka się z naszym potępieniem oraz konsekwencją w postaci kary dyscyplinarnej.
Uważamy jednak, że zamykanie stadionów jest absolutną ostatecznością, a po środek ten powinno się sięgać tylko w sytuacjach skrajnych. Decyzja wojewody o zamknięciu większości sektorów stadionu Lechii Gdańsk jest niewspółmierna do skali incydentu, który miał miejsce – jednocześnie termin jej ogłoszenia sprawia, że trudno jest zrozumieć sensowność zastosowanej sankcji administracyjnej.
Tym większe zdziwienie wzbudziła we mnie argumentacja wojewody Stachurskiego zaprezentowana we wspomnianym wywiadzie, która w mojej opinii nie powinna pozostać bez komentarza.
Po pierwsze, wojewoda powołuje się na doświadczenia z innych lig europejskich – niemieckiej, szkockiej, włoskiej. Nie wspomina jednak, że w żadnej z nich problemu stadionowego chuligaństwa nie rozwiązano przy pomocy zamykania stadionów. Wojewoda przytacza karę w wysokości około 200 000 euro dla Interu Mediolan – zapomina jednak dodać, że nałożono ją na klub w 2005 roku wcale nie za „rzucanie zapalniczkami”, a butelkami i racami, z których jedna raniła bramkarza drużyny przeciwnej. Warto jednocześnie dodać, że tłem dla tych wydarzeń była fala zamieszek, która przetoczyła się przez włoskie stadiony, w wyniku której rannych zostało 89 policjantów, a szereg meczów ligowych odwołano. Szczęśliwie takich scen, również dzięki ciężkiej pracy Ekstraklasy i Klubów, w Polsce nie oglądamy od lat. Tamta rekordowa kara nijak się ma do wydarzeń na PGE Arenie, a przytaczanie jej w kontekście wydarzeń podczas meczu Lechia-Legia, nawet jeśli nie powinny mieć one miejsca, jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.
Po drugie, wojewoda przytacza wydarzenia z ostatnich niezwykle gorących Revierderby pomiędzy Schalke i Borussią, podczas których jego zdaniem przyjezdni z Dortmundu „trochę narozrabiali, mniej niż kibice Lechii w Gdańsku na meczu z Legią”. Pragnę przypomnieć, że nie tylko odpalili oni ogromne ilości pirotechniki, ale także zdemolowali częściowo stadion Veltins-Arena oraz rzucali racami w sektory gospodarzy, ale także we własnych piłkarzy, opóźniając rozpoczęcie meczu o 10 minut. Czy na pewno kibice Lechii narozrabiali mniej? I czy ktokolwiek zająknął się w Niemczech o możliwości zamknięcia stadionu w Gelsenkirchen?
Nie, ale wojewoda argumentuje, że na 498 uczestników zajść podczas derbów Zagłębia Ruhry nałożono pięcioletnie zakazy stadionowe (nie podając jednak, że było to działanie klubu Schalke, a nie Borussi), podczas gdy Lechia Gdańsk od trzech lat nie zastosowała żadnego zakazu stadionowego. Uzasadnia tym samym słuszność swej decyzji o zamknięciu PGE Areny w obliczu braku reakcji ze strony klubu.
Ekstraklasa SA dostrzega problem w postaci zbyt rzadkiego sięgania przez jej Kluby po środek dyscyplinarny w postaci zakazu stadionowego, dlatego też pracuje nad nowymi, skuteczniejszymi rozwiązaniami w tym zakresie. Podstawowym kłopotem ze strony klubu jest jednak najczęściej kwestia identyfikacji tych uczestników imprezy masowej, którzy łamią prawo – problemy ma z tym często także policja, o czym mówi się już jednak znacznie rzadziej. O ile mi wiadomo, Lechia Gdańsk wzorowo współpracuje z siłami porządku publicznego w zakresie udostępniania materiału operacyjnego. Może warto więc, skoro zdaniem wojewody tożsamość osób odpalających na stadionie pirotechnikę (co, przypomnę, jest przestępstwem, za które grozi nawet do 5 lat pozbawienia wolności) jest powszechnie znana, zapytać ilu sprawców czynów niedozwolonych popełnionych podczas grudniowego meczu Lechia-Legia udało się ująć policji, a skazać sądom?
Po trzecie wreszcie, tajemnicą pozostaje dla mnie klucz doboru 34 zamkniętych sektorów, skoro do czynów zabronionych w postaci odpalenia środków pirotechnicznych doszło, zgodnie z treścią uzasadnienia decyzji administracyjnej, jedynie w 6 sektorach. Powodem nie było raczej to, że na sektorach, które podczas meczu z Pogonią pozostaną otwarte, pomieścić się może około 12 tysięcy kibiców. Zdaniem wojewody na Lechię „nigdy więcej nie chodzi”. Nie jest to prawda – w bieżącym sezonie średnia frekwencja na PGE Arena wynosi 13 829 widzów, więcej niż połowa rozegranych tam meczów ligowych (6 z 10) zgromadziła 12 tysięcy lub więcej kibiców, a mecz 6. kolejki z Górnikiem Zabrze zgromadził nawet 24 276 uczestników. Przytaczam te dane nie dla zabawy liczbami, ale by pokazać poważniejszy problem, na który chcemy zwrócić uwagę – niezrozumienie kwestii bezpieczeństwa stadionowego.
Warto jest dyskutować o kwestiach bezpieczeństwa na piłkarskich arenach Ekstraklasy. Ważne jest jednak, aby było to rzeczowa i merytoryczna dyskusja na argumenty. W mojej opinii nie ma obecnie żadnego uzasadnienia dla nadużywania przez wojewodów sankcji administracyjnej w postaci zamknięcia stadionu.
Ryszard Stachurski, były wiceminister sportu, a obecnie wojewoda pomorski właśnie udowodnił (zresztą nie po raz pierwszy), że zarówno on, jak i cała kasta polityczna zatrzymała się mniej więcej w epoce kamienia łupanego, przynajmniej w kwestii relacji interpersonalnych i odczytywania ciągów przyczynowo-skutkowych. Rozpoznawanie u nich związków między bodźcem i reakcją na bodziec oraz przewidywanie ewentualnych konsekwencji swoich decyzji to dla nich czarna magia. Coś abstrakcyjnego, niepojętego i absolutnie obcego. Abstrahując już od wszelkich głupot, które wygadywał podczas wywiadu z Radiem Gdańsk, polityk jak na dłoni wykazał, gdzie tkwi problem w relacjach władza-środowisko piłkarskie.
W tym miejscu dr Seweryn Dmowski z Ekstraklasy SA punktuje błędy merytoryczne, my zaś skupimy się na czymś poważniejszym. Na brakach znacznie poważniejszych, niż wiedza na temat kar w ligach zagranicznych.
Stachurski wystrzelił bowiem, że incydenty na stadionach (race i sektorówki, bo bójek to nie pamiętają nawet najstarsi Kaszubi) to przede wszystkim wina... braku zaangażowania ze strony PZPN-u i Ekstraklasy SA. Braku kar od klubów i organizatorów. Braku pejcza, braku bicza i braku pałki nad głowami kibiców. Zastanawialiśmy się w jaki sposób rozjechać to wybitnie idiotyczne i na wskroś polityczne myślenie i doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie w dwóch zwięzłych punktach:
- jak można zarzucać brak działań, skoro PZPN właśnie odpalił projekt SLO, chwalony zarówno przez kibiców, jak i przez kluby, działaczy oraz resztę środowiska? Projekt, który nie tylko rewolucjonizuje myślenie o kibicach, ale przede wszystkim skraca do minimum dystans między związkiem, a tym, kto w tej całej układance najważniejszy, czyli kibicami? Jak można zarzucać bezczynność, gdy Departament Organizacji Imprez, Bezpieczeństwa i Infrastruktury PZPN wywraca do góry nogami wcześniejsze układy kibiców z działaczami? Jak można zarzucać brak działań, skoro Ekstraklasa SA chyba po raz pierwszy w historii istnienia tak często i ochoczo porusza kwestie bezpieczeństwa, nie tylko poprzez zabieranie głosu w mediach oraz uczestnictwo w kolejnych spotkaniach dotyczących poprawy tegoż na stadionach, ale również zatrudniając cały szereg specjalistów w tej kwestii (z dr Dmowskim z UW na czele)? Jak można zarzucać brak działań, skoro po raz pierwszy kibice tak głęboko współpracują z organami, na które do tej pory słali chuje i inne wymyślne bluzgi? Jak można zarzucać brak postępów, skoro myślenie kibiców o Ekstraklasie i PZPN-ie oraz traktowanie sympatyków futbolu przez te dwa organy zmieniło się praktycznie o 180 stopni?
Proponowany zestaw odpowiedzi na te pytania:
a) ignorancja
b) ignorancja
c) idiotyzm
d) czysto polityczne kreowanie nieistniejącego problemu
- jak można uznawać, że jedyną drogą do poprawy bezpieczeństwa jest bezwzględne, obłędne, bezkompromisowe i nałogowe karanie? Przecież to już nie jest kwestia ignorancji, ale kompletnego braku jakiejkolwiek życiowej mądrości. Psychologia, pedagogika, socjologia, inne nauki zajmujące się wpływami bodźców na człowieka od lat przekonują, że zły bachor po przyjęciu ośmiuset czterdziestu pięciu batów nie stanie się nagle aniołem, a wręcz przeciwnie - istnieje duża doza prawdopodobieństwa, że batującego trzaśnie sierpowym w pysk. Metoda kija - okej, w porządku, ale bez marchewki nie da się wyszkolić nawet zdyscyplinowanego doktoranta na prestiżowej uczelni, a co dopiero tak niesforną, zróżnicowaną i specyficzną grupę ludzi, jaką tworzą kibice piłkarscy. Stachurski zachowuje się jak pałkarz, który zna dwie komendy - napierdalać (gdy ktoś choćby kichnie), albo nie napierdalać (ale to tylko w szczególnych przypadkach, na przykład gdy stadion jest pusty).
Tymczasem o tym, o ile efektywniejsza jest współpraca z kibicami, negocjacje z kibicami, wysłuchiwanie OBU stron konfliktu, zamiast bezmyślnego napieprzania w - często niewinnych - uczestników piłkarskiego spotkania świadczą policyjne statystyki, raporty ze środowiska futbolowego i praktyka dnia codziennego, bo burdy na obiektach zdarzają się dziś równie często, jak prawdomówni i uczciwi politycy w Sejmie. Jeśli ktoś nie widzi postępu, nie w stosunku do dzikich lat dziewięćdziesiątych, bo to zupełnie inny świat, ale nawet do ubiegłej dekady - powinien przebadać się psychiatrycznie, bo wizyta u okulisty to za mało.
***
Reasumując, wywiad Stachurskiego to idealna soczewka, która powiększa nam i uwypukla cały spór polityczno-piłkarski. Politycy sądzą, że jedyną metodą na wymuszenie posłuszeństwa jest bicie po dupie, dodatkowo zamykają oczy, gdy trzeba oddać tym, którzy preferują rozmowę i negocjacje, że ich sposób jest skuteczny. Tą drogą, z tym myśleniem i tą mentalnością przepaść będzie się pogłębiała, nastroje będą się radykalizowały, a cała dobra robota wykonana w ostatnich latach zostanie złożona na ołtarzyku sondaży i nadchodzących wyborów przez polityków-ignorantów. Brawa.
W tym miejscu dr Seweryn Dmowski z Ekstraklasy SA punktuje błędy merytoryczne, my zaś skupimy się na czymś poważniejszym. Na brakach znacznie poważniejszych, niż wiedza na temat kar w ligach zagranicznych.
Stachurski wystrzelił bowiem, że incydenty na stadionach (race i sektorówki, bo bójek to nie pamiętają nawet najstarsi Kaszubi) to przede wszystkim wina... braku zaangażowania ze strony PZPN-u i Ekstraklasy SA. Braku kar od klubów i organizatorów. Braku pejcza, braku bicza i braku pałki nad głowami kibiców. Zastanawialiśmy się w jaki sposób rozjechać to wybitnie idiotyczne i na wskroś polityczne myślenie i doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie w dwóch zwięzłych punktach:
- jak można zarzucać brak działań, skoro PZPN właśnie odpalił projekt SLO, chwalony zarówno przez kibiców, jak i przez kluby, działaczy oraz resztę środowiska? Projekt, który nie tylko rewolucjonizuje myślenie o kibicach, ale przede wszystkim skraca do minimum dystans między związkiem, a tym, kto w tej całej układance najważniejszy, czyli kibicami? Jak można zarzucać bezczynność, gdy Departament Organizacji Imprez, Bezpieczeństwa i Infrastruktury PZPN wywraca do góry nogami wcześniejsze układy kibiców z działaczami? Jak można zarzucać brak działań, skoro Ekstraklasa SA chyba po raz pierwszy w historii istnienia tak często i ochoczo porusza kwestie bezpieczeństwa, nie tylko poprzez zabieranie głosu w mediach oraz uczestnictwo w kolejnych spotkaniach dotyczących poprawy tegoż na stadionach, ale również zatrudniając cały szereg specjalistów w tej kwestii (z dr Dmowskim z UW na czele)? Jak można zarzucać brak działań, skoro po raz pierwszy kibice tak głęboko współpracują z organami, na które do tej pory słali chuje i inne wymyślne bluzgi? Jak można zarzucać brak postępów, skoro myślenie kibiców o Ekstraklasie i PZPN-ie oraz traktowanie sympatyków futbolu przez te dwa organy zmieniło się praktycznie o 180 stopni?
Proponowany zestaw odpowiedzi na te pytania:
a) ignorancja
b) ignorancja
c) idiotyzm
d) czysto polityczne kreowanie nieistniejącego problemu
- jak można uznawać, że jedyną drogą do poprawy bezpieczeństwa jest bezwzględne, obłędne, bezkompromisowe i nałogowe karanie? Przecież to już nie jest kwestia ignorancji, ale kompletnego braku jakiejkolwiek życiowej mądrości. Psychologia, pedagogika, socjologia, inne nauki zajmujące się wpływami bodźców na człowieka od lat przekonują, że zły bachor po przyjęciu ośmiuset czterdziestu pięciu batów nie stanie się nagle aniołem, a wręcz przeciwnie - istnieje duża doza prawdopodobieństwa, że batującego trzaśnie sierpowym w pysk. Metoda kija - okej, w porządku, ale bez marchewki nie da się wyszkolić nawet zdyscyplinowanego doktoranta na prestiżowej uczelni, a co dopiero tak niesforną, zróżnicowaną i specyficzną grupę ludzi, jaką tworzą kibice piłkarscy. Stachurski zachowuje się jak pałkarz, który zna dwie komendy - napierdalać (gdy ktoś choćby kichnie), albo nie napierdalać (ale to tylko w szczególnych przypadkach, na przykład gdy stadion jest pusty).
Tymczasem o tym, o ile efektywniejsza jest współpraca z kibicami, negocjacje z kibicami, wysłuchiwanie OBU stron konfliktu, zamiast bezmyślnego napieprzania w - często niewinnych - uczestników piłkarskiego spotkania świadczą policyjne statystyki, raporty ze środowiska futbolowego i praktyka dnia codziennego, bo burdy na obiektach zdarzają się dziś równie często, jak prawdomówni i uczciwi politycy w Sejmie. Jeśli ktoś nie widzi postępu, nie w stosunku do dzikich lat dziewięćdziesiątych, bo to zupełnie inny świat, ale nawet do ubiegłej dekady - powinien przebadać się psychiatrycznie, bo wizyta u okulisty to za mało.
***
Reasumując, wywiad Stachurskiego to idealna soczewka, która powiększa nam i uwypukla cały spór polityczno-piłkarski. Politycy sądzą, że jedyną metodą na wymuszenie posłuszeństwa jest bicie po dupie, dodatkowo zamykają oczy, gdy trzeba oddać tym, którzy preferują rozmowę i negocjacje, że ich sposób jest skuteczny. Tą drogą, z tym myśleniem i tą mentalnością przepaść będzie się pogłębiała, nastroje będą się radykalizowały, a cała dobra robota wykonana w ostatnich latach zostanie złożona na ołtarzyku sondaży i nadchodzących wyborów przez polityków-ignorantów. Brawa.
"Reasumując, wywiad Stachurskiego to idealna soczewka, która powiększa nam i uwypukla cały spór polityczno-piłkarski. Politycy sądzą, że jedyną metodą na wymuszenie posłuszeństwa jest bicie po dupie, dodatkowo zamykają oczy, gdy trzeba oddać tym, którzy preferują rozmowę i negocjacje, że ich sposób jest skuteczny. Tą drogą, z tym myśleniem i tą mentalnością przepaść będzie się pogłębiała, nastroje będą się radykalizowały, a cała dobra robota wykonana w ostatnich latach zostanie złożona na ołtarzyku sondaży i nadchodzących wyborów przez polityków-ignorantów. Brawa."
Biorą przykłady od najlepszych, powtórka z przeszłości
Biorą przykłady od najlepszych, powtórka z przeszłości
Fan Juventusu został skazany na dziewięć miesięcy pozbawienia wolności, po tym jak został złapany z nożem podczas wchodzenia na stadion w Weronie. Calcio News donosi, że 30-letni mężczyzna na Stadio Marcantonio Bentegodi przybył ze Szwajcarii. Ale zanim zdążył wejść na boisko, ten nieznany sprawca został złapany z 24 cm nożem, petardami oraz świecą dymną. Mężczyznę skazano na dziewięć miesięcy kary pozbawienia wolności, grzywnę w wysokości 2000 €. Do tego wszystkiego ma zakaz uczestniczenia we wszelakich wydarzeniach sportowych do końca swojego życia.
we Włoszech sie nie bawia z bydlem :P
we Włoszech sie nie bawia z bydlem :P
Pokazujesz, że masz na koncie sześć tysięcy złotych, dokładasz do tego solidnie wypełniony wniosek ze szczegółowo zaplanowanymi działaniami i otrzymujesz okrągłe 120 tysięcy na potrzeby swojego stowarzyszenia. Tak w praktyce działa Fundusz Inicjatyw Obywatelskich, z którego środki trafią wkrótce do fundacji i stowarzyszeń z całego kraju. Dzięki staraniom PZPN-u i dobrej woli (nie sądziliśmy, że kiedykolwiek to napiszemy) Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w tej edycji FIO rozszerzono zakres organizacji zdolnych do ubiegania się o kasę o te realizujące priorytet: „Aktywne społeczeństwo”, gdzie został dopisany punkt „Kształtowanie postaw obywatelskich w środowisku kibiców”.
Co to oznacza w praktyce? Dzięki dopisaniu tego krótkiego zdania, o pieniądze z FIO mogą się starać wszystkie stowarzyszenia kibiców. Dlatego właśnie o tym piszemy i dlatego zachęcamy was do promowania tejże informacji. Wystarczy odpowiednie przeliczenie kosztów organizacji waszych akcji, które i tak od lat prowadzicie (wszystkie akcje mikołajkowe, z okazji dnia dziecka, przy świętach Bożego Narodzenia, podczas ferii etc.), następnie zamknięcie je w wymaganym przez ministerstwo wniosku i oczekiwanie na zastrzyk gotówki. Na ile można liczyć?
Istnieją trzy rodzaje projektów:
- jednoroczne (kwota dotacji od 10 tys. zł do 100 tys. zł),
- dwuletnie (kwota dotacji od 20 tys. zł do 200 tys. zł),
- trzyletnie (kwota dotacji od 30 tys. zł do 300 tys. zł).
//
ah ten zly rzad ktory nienawidzi kiboli - pewnie kolejna prowokacja :(
Co to oznacza w praktyce? Dzięki dopisaniu tego krótkiego zdania, o pieniądze z FIO mogą się starać wszystkie stowarzyszenia kibiców. Dlatego właśnie o tym piszemy i dlatego zachęcamy was do promowania tejże informacji. Wystarczy odpowiednie przeliczenie kosztów organizacji waszych akcji, które i tak od lat prowadzicie (wszystkie akcje mikołajkowe, z okazji dnia dziecka, przy świętach Bożego Narodzenia, podczas ferii etc.), następnie zamknięcie je w wymaganym przez ministerstwo wniosku i oczekiwanie na zastrzyk gotówki. Na ile można liczyć?
Istnieją trzy rodzaje projektów:
- jednoroczne (kwota dotacji od 10 tys. zł do 100 tys. zł),
- dwuletnie (kwota dotacji od 20 tys. zł do 200 tys. zł),
- trzyletnie (kwota dotacji od 30 tys. zł do 300 tys. zł).
//
ah ten zly rzad ktory nienawidzi kiboli - pewnie kolejna prowokacja :(
no załatwia im kase na działalność a później ich za tą działalność zamknie... tusk do dymisji!!!!
jeszcze nie słyszałem, by kibica który wchodzi na stadion złapano z nożem, więc nie spuszczaj się :P
troche to szyte grubymi nićmi jak film pedofilski w celi trynkiewicza. jesli ktos wnosi na stadion nóż i zamierza go uzyc to obładowuje sie do tego pirotechniką? I to samo na odwrót, przykładowo wiedząc że wnoszę race na stadion w Polsce gdzie są zabronione biorę ze sobą nóż? Po co zeby przez głupie piro odpowiadać za posiadanie narzędzia potencjalnej zbrodni?
(edited)
(edited)
nie rozumiesz po co szukasz powiazania
wzial piro zeby sobie poswiecic na trybunach
wzial noz 'w razie czego'
i tyle
w jaki sposob wniesienie noza na stadion przeszkadza Ci we wnoszeniu piro?
wzial piro zeby sobie poswiecic na trybunach
wzial noz 'w razie czego'
i tyle
w jaki sposob wniesienie noza na stadion przeszkadza Ci we wnoszeniu piro?