Subpage under development, new version coming soon!
Topic closed!!!
Subject: 2012r-Koniec świata?
hmm ja nie mówie akurat o tych biegunach.. koniec świata może nastąpić jutro.. bo tak np Bóg chce.. bo ma dość tego świata.. np pierdolnie nas jakaś kometa.. albo słońce spadnie.. skąd wiesz xD
W Dniu Sądu Ostatecznego Jezus ma się pojawić w chmurach. Jak więc chrześcijanie po drugiej stronie globu go zobaczą? Czy będą miliony Jezusów? A co z ludźmi, którzy pracują pod ziemią?
Skoro Bóg jest wszechwiedzący i „jest miłością”, dlaczego doprowadził do stworzenia dziecka [człowieka], gdy wiedział, że to dziecko pewnego dnia się go wyprze i będzie musiało spędzić wieczność płonąć w jeziorze ognia? Gdybym był Bogiem nie zrobiłbym tego; mam więcej miłości do ludzi niż On.
Skoro Bóg jest wszechwiedzący i „jest miłością”, dlaczego doprowadził do stworzenia dziecka [człowieka], gdy wiedział, że to dziecko pewnego dnia się go wyprze i będzie musiało spędzić wieczność płonąć w jeziorze ognia? Gdybym był Bogiem nie zrobiłbym tego; mam więcej miłości do ludzi niż On.
Poniweaż Pan Bóg nie moze nam zabronic wolnej woli.
Czemu dano nam wolną wolę, kiedy obowiązkiem w naszym życiu jest podążanie zgodnie z tym, co nam kazano? Musimy przestrzegać zasad pod groźbą kary. Czy to jest wolna wola?
Sami na siebie nakładamy te zasady, i pomysl jaki bylby swiat bez tych zasad??
Przepowiednie Nostradamusa dotyczą przyszłości do roku 3797 to dla tych wszystkich, którzy obawiają się rychłego końca świata
masz wolną wole wybierac miedzy dobrem i złem, jak bedziesz zyl dobrze to bedziesz zbawiony a jak nie to do piekła, a jak musisz zyc to masz zapisane w postaci przykazań
Rozmowa ateisty z wierzącym zwykle polega na tym,że wierzący mówi, że wierzy, a ateista pokazuje na czym polegają błędy rozumowania wierzącego i niesłuszność pewnych ustaleń. Niektórzy wierzący widząc, że nie potrafią przekonać zaczynają oskarżać "ty tylko krytykujesz" i domagają się dowodu na nieistnienie boga (czy jakiegoś innego bytu).
Udowadnianie nieistnienia czegoś, czego nie "widzimy" jest sprzeczne z logiką postępowania. Można wysuwać pewne teorie dotyczące rzeczywistości, ale aby czemuś zaprzeczyć za pomocą dowodu, trzeba najpierw mieć czemu zaprzeczać.Jeżeli więc ktoś nie udowodnił istnienia czegoś, nie powinien żądać udowodnienia nieistnienia.
Przykład. Na stole leży jabłko. Przy stole stoją dwie osoby. Jedna osoba może próbować wmówić drugiej, że na stole leży też pomarańcze - może próbować wmówić, że niedowidzi, jest odurzona itd. To będą nietrafne próby udowodnienia. Jak druga osoba może udowodnić nieistnienia tej pomarańczy? Może spróbować je złapać itp. Nie da jednak konkretnego "dowodu", bo to nie możliwe. Nawet nie wie, gdzie konkretnie pierwsza osoba "wyobraziła sobie" pomarańcze.
Podobnie z udowodnieniem istnienia rzeczy istniejącej - czyli jabłka. Pierwsza osoba nie udowodni istnienia jabłka, ponieważ dla drugiej jego widoczność i istnienie jest dowodem samym przez siebie.
Próbować dowieść można tutaj jedynie nieistnienia istniejącego (jabłka) i istnienia nieistniejącego (pomarańczy).
Tutaj trzeba sprecyzować sprawę "widzialności". Przez to mam na myśli nie tylko widzialność za pomocą narządu wzroku, ale "widzialność" czegoś nawet przy użyciu jakichś urządzeń badawczych, które pozwalają "zobaczyć" rzeczy niewidzialne dla oka.
Dziś w pewien sposób "widzimy" fale elektromagnetyczne, budowę cząsteczkową itp. Boga jak dotąd nikt nie "zobaczył", nawet za pomocą jakiegoś urządzenia badawczego. Dlatego jest tu on odpowiednikiem nieistniejącej pomarańczy w powyższym przykładzie.
Czy ktokolwiek potrafiłby udowodnić nieistnienie "sasfadafa" - czymkolwiek to jest? Najpierw trzeba byłoby wiedzieć czym to w ogóle jest i jak się zabrać za jakiekolwiek udowadnianie. Bóg czy podobny byt jest właśnie takim "czymś".
To relatywizm postrzegania zdania "udowodnij, że..." sprawił, że ktoś wymaga udowodnienia nieistniejącego.
Na koniec jeszcze jedna kwestia. Niektórzy mogą tutaj przyczepić się do słowa "nieistnienie" jako do przedwczesnego stwierdzania, że boga nie ma. O nieistnieniu świadczy to, że w żaden sposób nie można "zobaczyć" tego bytu. Nawet wierzący nie mogą temu zaprzeczyć, ponieważ nie wiedzą, ale wierzą - więc przyjmują jako podstawę nieistnienie, a dopiero na to nakładają wiarę, czyli domniemanie istnienia.
Udowadnianie nieistnienia czegoś, czego nie "widzimy" jest sprzeczne z logiką postępowania. Można wysuwać pewne teorie dotyczące rzeczywistości, ale aby czemuś zaprzeczyć za pomocą dowodu, trzeba najpierw mieć czemu zaprzeczać.Jeżeli więc ktoś nie udowodnił istnienia czegoś, nie powinien żądać udowodnienia nieistnienia.
Przykład. Na stole leży jabłko. Przy stole stoją dwie osoby. Jedna osoba może próbować wmówić drugiej, że na stole leży też pomarańcze - może próbować wmówić, że niedowidzi, jest odurzona itd. To będą nietrafne próby udowodnienia. Jak druga osoba może udowodnić nieistnienia tej pomarańczy? Może spróbować je złapać itp. Nie da jednak konkretnego "dowodu", bo to nie możliwe. Nawet nie wie, gdzie konkretnie pierwsza osoba "wyobraziła sobie" pomarańcze.
Podobnie z udowodnieniem istnienia rzeczy istniejącej - czyli jabłka. Pierwsza osoba nie udowodni istnienia jabłka, ponieważ dla drugiej jego widoczność i istnienie jest dowodem samym przez siebie.
Próbować dowieść można tutaj jedynie nieistnienia istniejącego (jabłka) i istnienia nieistniejącego (pomarańczy).
Tutaj trzeba sprecyzować sprawę "widzialności". Przez to mam na myśli nie tylko widzialność za pomocą narządu wzroku, ale "widzialność" czegoś nawet przy użyciu jakichś urządzeń badawczych, które pozwalają "zobaczyć" rzeczy niewidzialne dla oka.
Dziś w pewien sposób "widzimy" fale elektromagnetyczne, budowę cząsteczkową itp. Boga jak dotąd nikt nie "zobaczył", nawet za pomocą jakiegoś urządzenia badawczego. Dlatego jest tu on odpowiednikiem nieistniejącej pomarańczy w powyższym przykładzie.
Czy ktokolwiek potrafiłby udowodnić nieistnienie "sasfadafa" - czymkolwiek to jest? Najpierw trzeba byłoby wiedzieć czym to w ogóle jest i jak się zabrać za jakiekolwiek udowadnianie. Bóg czy podobny byt jest właśnie takim "czymś".
To relatywizm postrzegania zdania "udowodnij, że..." sprawił, że ktoś wymaga udowodnienia nieistniejącego.
Na koniec jeszcze jedna kwestia. Niektórzy mogą tutaj przyczepić się do słowa "nieistnienie" jako do przedwczesnego stwierdzania, że boga nie ma. O nieistnieniu świadczy to, że w żaden sposób nie można "zobaczyć" tego bytu. Nawet wierzący nie mogą temu zaprzeczyć, ponieważ nie wiedzą, ale wierzą - więc przyjmują jako podstawę nieistnienie, a dopiero na to nakładają wiarę, czyli domniemanie istnienia.
Nie wypowiadać sie w tym temacie.
Jeśli można to proszę o zamknięcie tematu
Jeśli można to proszę o zamknięcie tematu
popieram.. rozmowa o Bogu jest nie na miejscu.. prosze zamknąć temat...
ja słyszałem że to ma być 2013 :) tak nostradamus podobno przepowiedział
hahah typowe ... jak im się coś udowodni to kończą temat ... o Bogu powinno się rozmawiać jak najwięcej, zresztą nie lubię jak mówi się o Bogu a wszyscy od razu na chrześcijanizm patrzą, Bóg jest czy go nie ma - to nie sprawa indywidualna katolików, tylko większości religii i nas samych
nie mam religii i uważam, że agnostycy mają rację, czyli jej w sumie nie mają, bo sami nie wiedzą :P
(edited)
nie mam religii i uważam, że agnostycy mają rację, czyli jej w sumie nie mają, bo sami nie wiedzą :P
(edited)
jak mówi się o Bogu a wszyscy od razu na chrześcijanizm patrzą
sorry winethou, chrzescijanizm jest najpopularniejszy i tak beda patrzec tak czy inaczyj
sorry winethou, chrzescijanizm jest najpopularniejszy i tak beda patrzec tak czy inaczyj
Powiem Ci tak WIARA polega na tym, ze wierzymy w cos czego nie widzimy.... Lecz są rzeczy których nie da się poprostu logicznie wytłumaczyć i wtedy trzeba poprostu wierzyć. I mam jedno pytanie kim wg Ciebie był Jezus?
a czemu nie na miejscu ? :) .. ja uwazam ze jak najbardziej na miejscu ... wiekszosc ludzi wierzy slepo nawet nie znajac swojej wiary.. o 10 przykazaniach nie wspomne bo malo kto by je wymienil zapytany na ulicy..
ludzie nie wierzacy wiedza wiecej o katolicyzmi niz niejeden wielki chodzacy do kosciola regularnie katolik.
no watku nie ma co zamykac tylko rozmowe przeniesc na inny temat... kto zalozy :>
ludzie nie wierzacy wiedza wiecej o katolicyzmi niz niejeden wielki chodzacy do kosciola regularnie katolik.
no watku nie ma co zamykac tylko rozmowe przeniesc na inny temat... kto zalozy :>