Azərbaycan dili Bahasa Indonesia Bosanski Català Čeština Dansk Deutsch Eesti English Español Français Galego Hrvatski Italiano Latviešu Lietuvių Magyar Malti Mакедонски Nederlands Norsk Polski Português Português BR Românã Slovenčina Srpski Suomi Svenska Tiếng Việt Türkçe Ελληνικά Български Русский Українська Հայերեն ქართული ენა 中文
Subpage under development, new version coming soon!

Subject: Gazetka Reprezentacyjna

2008-03-01 13:21:14
Nieźle,nieźle
(edited)
2008-03-01 14:35:29
super gazetka :PP 3 strony spamu ;]
2008-03-01 14:39:30
Dwie z hakiem :-)
2008-03-01 19:15:08
do konca tej strony i tak bedzie czysty spam to roznicy nie robi ;]
2008-03-03 10:39:48
nieprawda, bedzie marytoryczna dyskusja na temat taktyki i wariantów rozegrania stałych fragmentów gry przez repre:P
2008-03-03 14:39:36
Kaktus postow narezerwowal, a gazetki jak nei bylo tak nie ma :-D
2008-03-03 15:20:51
a o czym ma byc jak sie narazie nic nie dzieje? Teraz MŚ startuja, to sie zacznie ;-)
2008-03-03 15:23:48
zanim MS rusza juz dawno KAktus opyli posty na 1 stronie i z walizami dolarow bedzie na karaibach sie smazyl;)
2008-03-04 14:21:08
Bo w zyciu trzeba sobie radzic :p

Beda mistrzostwa - bedzie cos napisane.

(wszystkie posty poza pierwszym na sprzedaz!)
2008-03-04 16:27:17
po ile ? :D
2008-03-04 19:05:18
po 3 dni bana:P
2008-03-04 20:40:59
biore 30! kto da wiecej? :P
2008-03-08 13:07:51
Pierwszy artykul dodany :p

Cena pozostalych postow rosnie
2008-03-08 14:00:04
przekleje tutaj, co by nikt nie przeoczył;p za długo to pisałem;p


Historia Alternatywna


Cóż może być piękniejszego od odgłosu wgniatanych blach, trzasku pękającego szkła? Ta boska symfonia, ukoronowana została soczystym przekleństwem, i po chwili przerwy trzaskiem drzwi. Zarówno nowiutkie BMW, jak i służbowy mercedes wydawały się krzyczeć o pomoc…
Indi Borkowski stanął na ulicy, i ocenił szybko straty. Dość poważnie wgniótł sobie tył, zbił oba reflektory, przy okazji wywołując podobny efekt na samochodzie stojącym zaraz za nim.
Gregorewicz się zdecydowanie nie ucieszy… Prezes PZPN-u znany był ze swojego skąpstwa, i na pewno nie będzie zachwycony koniecznością naprawy służbowego auta nowego selekcjonera, i to zaledwie po dwóch tygodniach kadencji. Indi spojrzał na drugi pojazd. Na pozłacanej, dość mocno wygiętej tablicy rejestracyjnej Widniał numer CIEN666… Tego tylko brakowało mu do pełni szczęścia… Przy okazji rozbił BMW swojego dobrego znajomego, który zresztą, dzięki sporej ilości zakulisowych spotkań, upominków w dużej mierze przyczynił się do wygrania wyborów przez Borkowskiego.
W dodatku, Brutus Shadow był jankesem, i słynął z zapalczywego charakteru równie mocno jak z zamiłowania do dobrej polskiej wódki. Zresztą to ona była jednym z niewielu powodów dla których wciąż pozostawał w tym skorumpowanym biznesie… Do tego odziedziczył odrobinę dziwactwa po swoim ojcu, fanatyku historii Imperium Rzymskiego, którego poglądy były zresztą dość kontrowersyjne… Cykl wykładów akademickich o zasadności zgładzenia Juliusza Cezara, i błogosławionych skutkach tego czynu dla rozwoju Imperium w dalszych latach jego istnienia, wywołały śmiech nawet w kręgach polskich historyków.
Nic wiec dziwnego, że Indi Borkowski nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji. Łaska „Cienia”, jak Shadow był nazywany przez swoich znajomych z branży, bywała ulotną, a jego wpływy mogły bardzo zaszkodzić selekcjonerowi, gdyby za bardzo dał się we znaki Brutusowi…
Na dalsze przemyślenia nie było już czasu… ze stadionu zaczęli właśnie wybiegać reporterzy, szukający żeru na kolejnej sensacyjnej porażce reprezentacji… A taki był pewny, że wyszedł niezauważony tylnymi drzwiami. Zresztą, pal licho pismaków, ale zaraz za nimi dało się dostrzec rozwścieczonych kibiców, dosyć głośno domagających się linczu…
Indi wsiadł ponownie do Mercedesa, i pilnując, by tym razem na pewno wrzucić jedynkę zamiast wstecznego, odpalił auto. Jak tylko oddalił się od stadionu, zadzwonił do Cienia… cóż, Borkowski chciał jak najszybciej zapewnić Shadowa, że straty pokryje osobiście. Połączenie uzyskał dopiero po szóstym sygnale…
- Bruce? (Indi zawsze skracał imię prezesa, który był fanem sztuk walki) słuchaj…
- Nie teraz Indi! – z komórki dobiegł go mocno podenerwowany głos – Jakiś fucking idiota rozpieprzył mój car… - po czym połączenie zostało przerwane.



* * *


-Pppanie Bor.. wski, tak duuużej być nie możee… - Z wyraźną trudnością kontynuował swoją wypowiedź Eustachy Nerwus, jeden z posłów obecnej kadencji. Słowa ledwie przechodziły mu przez usta, jednak Indi nie był zbyt zdziwiony… Jeszcze nigdy nie widział tego osobnika w stanie trzeźwości. Nawet na dzisiejsze spotkanie Nerwus przyszedł już mocno podchmielony. Kelner o hiszpańskich rysach twarzy właśnie doniósł kolejną butelkę Jack’a Daniels’a, i selekcjoner był pewien, że przedstawiciel rządu zaraz straci przytomność do reszty.
Zresztą, z niecierpliwością wyczekiwał tego momentu… Eustachy nie był wybitnym rozmówcą, a prostacki styl bycia posła, znanego w kuluarach jako „pijanego polityka”, potrafiłby zniesmaczyć nawet najmniej wymagających.
Jednak Indi nie mógł go tak po prostu wywalić za drzwi… Musiał ze spokojem słuchać, co poseł ma do wykrztuszenia… Od kilku lat o wyniku wyborów parlamentarnych decydował przypadek, i umiejętność zadowolenia ludu, który nie znając się na niczym głosował na tych najbardziej popularnych… i umiejących najlepiej się zareklamować, a także najwięcej obiecać. Odradzająca się z popiołów Samoobrona pod przewodnictwem Konstantego Żwirka, po połączeniu z partią DN-ów (Demokracja Narodowa), wygrała wybory, między innymi dzięki obietnicy podwojenia nakładów na sport, i zapewnienia reprezentacji Polski komfortowych przygotowań do walki o mistrzostwo świata.
Jednak od kilku tygodni słupki poparcia spadały na łeb na szyję, a reprezentacja pod wodzą Indiego przegrywała wszystko co było do przegrania. Nawet 2-1 w Chorzowie z Wyspami Owczymi nie poprawiło nastrojów, a rozwścieczony tłum domagał się wyrzucenia selekcjonera, czy to przez rząd, czy też przez PZPN.
- Uuuu… timatum! Musimy wyyygryyywać! – wydukał Pijany Polityk, i opadł nieprzytomny na fotel.
Borkowski nie był zachwycony… Grunt najwyraźniej zaczynał mu się palić pod nogami, a sytuacja nie ulegała poprawie. Pozostało tylko jedno wyjście z trudnej sytuacji… sięgnąć po broń ostateczną. Wyciągnął komórkę, i zadzwonił pod numer podpisany jako Mefisto.


* * *

Antek Świniarek mierzył Indiego ponurym wzrokiem… Od dawna komendant stołecznej policji próbował znaleźć dowody na machlojki selekcjonera, jednak Borkowski był za sprytny by umożliwić mu zdobicie jakichkolwiek informacji o swojej nieoficjalnej działalności…
Policjant wypisywał karę za rozbicie auta Cienia, i widać było po jego twarzy, że sytuacja go drażni. Był pewny od dawna, że Indi zasłużył sobie na wiezienie, ale nic nie mógł zrobić, poza wypisaniem śmiesznego mandatu za jakże śmieszne wykroczenie…
Selekcjoner z ironicznym uśmiechem wpatrywał się w twarz stróża prawa, ale nie odczuwał pełni satysfakcji ze złości Świniarka. Jego myśli coraz częściej nie mogły się oderwać od spraw kadry, i pętli coraz ciaśniej zaciskającej się na jego szyi.
Policjant skończył wypełnianie dokumentów, i żegnając się ozięble wyszedł z posiadłości Borkowskiego. Kiedy Indi zobaczył na monitorze wychodzącego z budynku Antka, odwrócił się w stronę szafy.
- Możesz już wyjść…
Drzwi szafy uchyliły się, a z wnętrza wyszedł wyjątkowo chudy, dwumetrowy mężczyzna. Rozprostował się, z grymasem na twarzy. Przy jego wzroście chwile spędzone w szafie nie mogły należeć do najprzyjemniejszych.
Mężczyzna przeszedł się wkoło biurka Borkowskiego pięć razy, po czym wrócił do szafy. Oparł się o otwarte drzwi, i przez moment patrzył w głąb garderoby Indiego… Po czym jakby nigdy nic odwrócił się, i powiedział lekko zaskoczonym głosem, ni to do selekcjonera, ani do siebie:
- A bo mi się wydawało…
Rado Nestore należał do jednych z najbardziej znanych przestępców europy środkowej. Był ścigany listami gończymi w kilku krajach. Za przemyt jugosłowiańskiej wódki i papierosów, porwania nieletnich piłkarzy…
- Mefisto… - zaczął Indi – wiesz po co Cię zatrudniłem. Za parę dni gramy z Francją… nie możemy przegrać tego meczu. Nie wiem jak to zrobisz, ale Francuzi muszą być przemęczeni, bez formy, i cokolwiek tylko uda Ci się im zrobić…


* * *
Tegoroczne Mistrzostwa Świata rozgrywane były w Polsce. Za kilka minut miał się rozegrać mecz otwarcia, pojedynek pomiędzy gospodarzami turnieju a Francją. Indi Borkowski siedział z uśmiechem w loży honorowej, razem z działaczami związku, politykami, a nawet samym prezydentem V RP, Beniaminem Sierściem.
Nerwowa atmosfera wisiała w powietrzu, pełny stołeczny stadion narodowy wykrzykiwał hasła przeciwko obecnemu selekcjonerowi…
Jednak Indi był dziwnie spokojny. Z uśmiechem wspominał różne informacje z dni poprzednich…
Cztery dni wcześniej polska telewizja pokazała materiał z niesłychanej tragedii… autobus Francuzów został staranowany przez walec drogowy, który spieszył dokończyć kawałek drogi dojazdowej do stadionu. Kierowcy walca udało się zbiec. Mało tego, porwał najmłodszego francuza z kadry, obwołanego przez wielu jako następcę Platiniego. Oboje zaginęli bez śladu.
Francuzi, którzy nie odnieśli zbyt wielkich obrażeń, zostali przewiezieni do szpitala. I tam, jakby pech nie chciał ich opuścić, zaszła straszliwa pomyłka. Czterech z nich zostało wziętych za pacjentów, i przeszli operacje wycięcia łąkotek. W obu kolanach. Ach, ta polska służba zdrowia… reforma jest jednak konieczna.
Pozostałych Francuzów w dniach następnych spotkało ciężkie zatrucie pokarmowe, pożar w hotelu, i kilka innych przyjemności.
Borkowski dziękował w duchu, że ma takiego przyjaciela jak Rado Nestore… Jego dywersja sprawiła, że Francja zagra dziś w dziesiątkę, i to do tego ze swoim trenerem w składzie…


* * *

Wrzask, jaki ogarnął stadion był niesamowity… Borkowski patrzył z niedowierzaniem na murawę. Była 93 minuta spotkania, gdy trener francuzów fenomenalną przewrotką strzelił bramkę na 2-1 dla Francji. Indi zaczął się zastanawiać, jaka będzie najbezpieczniejsza droga odwrotu… A tłum chciał krwi.


* * *

Baza treningowa reprezentacji pod Warszawą była oblężona przez fanów-morderców. Porządek starały się utrzymać oddziały wojskowe, i przyznać trzeba, że udawało im się to całkiem nieźle.
Indi siedział w swoim gabinecie zupełnie bez pomysłów… Nie wiedział co ma zrobić, a następne dwa mecze musiał przecież wygrać. W tej grze zaczynało chodzić o jego życie…
Zupełnie zrezygnowany, wyszedł na korytarz. Z prawej strony zobaczył sprzątacza, bazgrającego coś kredą na wiszącej tablicy. Skierował swoje kroki w tamtą stronę. Młody chłopak, kiedy zobaczył nadchodzącego selekcjonera, odłożył kredę, i z wyrazem lekkiego zakłopotania na twarzy wrócił do mycia podłogi.
Borkowski od niechcenia rzucił okiem na tablicę. Zobaczył na niej coś czego nigdy by się nie spodziewał. Sprzątacz rozrysował kilka schematów gry, rozpisał założenia taktyczne, opisał ustawienie… Indi stanął jak wryty. Już dawno nie widział tak profesjonalnie przygotowanej taktyki, tak pomysłowych założeń…
- To twoja robota? – zapytał chłopaka.
- Tak panie selekcjonerze.
- Jesteś managerem?!
- Nie panie selekcjonerze, ja tu tylko sprzątam… ale interesuje się trochę…
- To jest genialne! Jak masz na imię?
- Juliusz Kluska, proszę pana…
- Dobrze Juliuszu, pójdziesz ze mną…


* * *
Finał Mistrzostw Świata zakończył się pogromem. Polska w ujmującym stylu rozbiła Holandię 7-0. Polacy grali z pomysłem, czarując widzów nieszablonowością zagrań, bajeczną techniką, ale też grą drużynową… Indi Borkowski tryumfował. Wzniósł Puchar Świata w obu rekach w górę, a tysiące zebrane na stadionie skandowały jego imię.
Zaszczytom i pochwałom nie było końca… Kiedy już pozwolono mu w końcu zejść z murawy, w drodze do szatni trafił na Juliusza.
- Wspaniały mecz panie selekcjonerze!
- Dzięki… ale gdyby nie ty… nigdy nie odkryłbym swojego geniuszu taktycznego. Gdyby nie Ty, nigdy nie mógłbym powiedzieć, że jestem doskonały i niesamowity… gdyby nie Ty…
Indi rozpłynął się w zachwytach nad samym sobą… I kiedy już miał prawie wzlecieć na skrzydłach swej dumy, przypomniało mu się, to co obiecał kiedyś sobie w duchu. Nie mógł przecież nie wynagrodzić swojego dobroczyńcy…
- Juliuszu, pragnę Ci podziękować. - Wyjął mały prezent z kokardką ze swojej teczki, i wręczył chłopakowi. Oczy Kluski zaszkliły się łzami… Kroki Indiego przebrzmiały już w korytarzu, a mały Juliusz stał z zachwytem wpatrzony w akt własności mleczarni…


by Raul
2008-03-08 14:05:18
a Ty nie masz co po nocach robic czy jak :D
2008-03-08 14:06:46
cicho Brutusie:) znaczy Bruce;p