Subpage under development, new version coming soon!
Subject: I Ty możesz zostać Gmochem!
wyniki!!!:)
Pierwsze miejsce, i rocznego plusa zdobywa...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
QuentJagi! Gratulujemy:)
A tutaj można obejrzeć jego pracę:
Natomiast drugie miejsce, i połroczny plus wędruje w ręce Boniex'a, za pracę literacką... oto ona w całości:
Z Romania Arena im. Hrabiego Draculi wita Was Rafael van Boniex. Już za moment rozpocznie się towarzyski mecz Czikenów Raula (jak nazwano nasza reprezentację po przegranym 5:2 meczu z reprezentacją Turcji), z trupiobladymi reprezentantami Transylwanii.
Zanim na spowitą gęstymi chmurami płytę boiska wybiegną obie jedenastki zapoznam Państwa z tym jakże wyjątkowym obiektem. Znajduje się on na osłoniętym przed słońcem zboczu gór Bihorskich. Okoliczne półki skalne i sępie gniazda są w stanie pomieści ośmiuset widzów. Charakterystyczne dla tego stadionu są jaskiniowe szatnie oraz nieprzepuszczający promieni słonecznych mglisty całun ciemności. Cała okolica jest znana z cholendarnie wysokich cen czosnku i braku drzew osikowych.
Wystarczy już o tej ponurej okolicy, bo oto wbiegają na boisko nasi reprezentanci z czosnkowymi naszyjnikami zrobionymi wg prasłowiańskiej receptury. Obok dumy naszej ligi fruną pod postacią nietoperzy nasi dzisiejsi przeciwnicy.
Ten mecz poprowadzi sędzia techniczny, bowiem arbitra głównego odwieziono do szpitala po tym jak odnaleziono go w ciemnej uliczce Bukaresztu z parą śladów ukąszeń.
Jak państwo zauważyli nie odegrano hymnów obu krajów, powodem jest bunt orkiestry, która odmówiła wspinaczki z kompletem instrumentów na wysokość niemal 2000 metrów, a zatrudniony tenor Borkocziken nie jest wprawiony w śpiewie a capella.
Teraz już tylko rzut miedzianą monetą- zakazano wnoszenia jakichkolwiek srebrnych elementów na arenę, i już wiemy, że rozpoczną Rumuni.
Trener Raul stoi obok grobowca, na którym zasiedli rezerwowi i nerwowo czyści ogromny krzyż, który zawiesił sobie na szyi przed tym spotkaniem.
I zaczęli! Żądni krwi kibice rumuńscy skandują „Ukąś go!”, „Dobierz mu się do karku!” Oraz znane wszystkim „Gdzie jest Dracula?!”.
Wszyscy zawodnicy reprezentacji Rumuni zbiegiem okoliczności pochodzą z Transylwanii. Słyną z nieludzkiej szybkości, siły oraz chłodnego podejścia do otaczającej ich rzeczywistości. Przypisuję się im również zdolność czytania w myślach. Podopieczni Raula mogą się tej zdolności obawiać, bowiem umiejętność przewidzenia każdego kolejnego ruchu Polaków może znacznie utrudnić uzyskanie zadowalającego polskich kibiców rezultatu, jakim jest jedynie zwycięstwo.
Widać nerwowość w grze Polaków, lecz co się dziwić- grają z uzbrojonymi po zęby, a szczególnie w zęby potencjalnymi zabójcami, w których śmiertelność i zmęczenie można śmiało wątpić.
Po dobrym podaniu, w pole karne Koszyca wpada wampirzy napastnik Multescu, lecz Cichacki ryzykując własne życie, a w szczególności ludzką formę tego życia wybija piłkę spod nóg atakującego.
Po drugiej stronie boiska Gawlik, którego wyraźnie rozprasza woń jego czosnkowego wianka, lecz chcąc przetrwać bez kontuzji karku pełne 90 minut musi się z jego obecnością pogodzić.
Po kolejnej akcji na murawę pada Jabłko. Był to jedyny sposób by uniknąć ukąszenia spragnionego Potegea. Sędzia upomina pomocnika by pohamował swój apetyt do końca spotkania.
Rzut z autu. Do piłki podchodzi słynących z dalekich wyrzutów Kusek. Milowym lotem piłka wędruje do Czernieca, który z pierwszej podaje do Klytta, ten nie czekając uderza w kierunku bramki Rumunów! Niestety ten strzał poza kierunkiem nie miał nic z bramką rywali- piłka odbija się od skalistego zbocza daleko od bramki.
Gotująca się w Polakach krew coraz bardziej podnieca wygłodniałych krwiopijców i tak raz po raz zbliżają się do bramki, której dzielnie broni Koszyc.
Sprowokowany siorbaniem Multescu Słuszka szarpie napastnika za zęby na tyle mocno, ze ten pada na murawę. „Wampir też człowiek”, dlatego sędzia pokazuje naszemu defensorowi żółtą kartkę.
Opary czosnku i przemycone w butach srebrne sztućce zdają się coraz bardziej ciążyć Polakom- ich podania cechuje niedokładność a nawet panika, czego skutkiem są coraz częstsze akcje Rumunów, zwieńczone strzałem.
Przed okazją wyjścia na prowadzenie stają rywale! Nieludzko dokładnym dośrodkowaniem popisuje się Ionas! Celne uderzenie Multescu i................ dzierżący w prawicy Biblię Koszyc broni po raz kolejny nasz zespół przed stratą bramki!!!
Akcja przenosi się na drugą stronę boiska, gdzie wytrącony z równowagi silnym podmuchem wiatru Gawlik, pudłuje i posyła piłkę obok bramki. Cervatiuc przewidział to, dlatego też nie przerwał higieny swych kłów.
I już jesteśmy na drugim końcu murawy. Z szarżą rusza niewidoczny do tej pory Siboiu! Polscy obrońcy nie zdołali go zatrzymać i tak znalazł się sam na sam z GK reprezentacji Polski! Nienaturalnie silne uderzenie zawodnika z 11tką wypada z rąk Koszyca, ku naszemu szczęściu pod nogi Cichackiego, który oddala zagrożenie!
Minęło pierwsze 45 minut! Wystraszeni reprezentanci Polski zmieniają połowę bez schodzenia do szatni- pragną by ten horror zakończył się jak najprędzej. Tylko nieliczni przeciwnicy podbiegają do linii bocznej, gdzie sączą gęsty czerwony płyn. Nie wyglądający na zmęczonych Rumunii zdają się być teraz jeszcze bardziej zwinni i chętni do gry.
Drugą część spotkania rozpoczynają Polacy. Już w po paru minutach gry do będącego w rewelacyjnej formie Czernieca niebezpiecznie zbliża się Ungureanu, znany z niezaspokojonego apetytu. Niepozorny odbiór piłki okazał się czymś poważniejszym. Znakomicie spisujący się dotychczas polski pomocnik trzymając się za szyję prosi trenera o zmianę.
Akcja przenosi się w okolice pola karnego reprezentacji Rumuni. Kolejna próba ataku na kark reprezentant Polski i tym razem żółta kartka. Ukarany zostaje Bobesa.
Moment rozprężenia w grze reprezentantów Rumuni. Wyraźnie widać, że są już myślami przy pomeczowym towarzyskim piciu krwi Polaków, którą zobowiązali się oddać w razie porażki. Osocze piłkarzy Raula z racji na wysoką zawartość alkoholu jest cenionym trunkiem pośród wampirów.
Rozwścieczony Gawlik zrywa z głowy wianek i rusza z piłką w kierunku bramki! Jest już sam na sam! Cervatiuc błysnął kłami, lecz to nie wzrusza opanowanego Gawlika! Uderza! Bramkarz Rumuni zmienia tor lotu potężnie uderzonej piłki! Trafia ona pod obciążone srebrną zastawą nogi Klytta! Pobrzękujący napastnik Polski niefortunnie przyjmuje piłkę, która odskakuje mu na tyle daleko, że obrońcy nie mają problemu z jej wybiciem. Było tak blisko!
Z kontrą ruszają Rumuni! Bokiem pędzi Cazangiu! Dośrodkowuje piłkę na tyle chytrze, że zagłębiony w lekturze Pisma Świętego Koszyc spóźnia się z interwencją, bowiem piłka jest już u stóp Siboiu, który z zimna krwią pakuje piłkę do siatki! Prowadzeni przez zizitopa Rumuni wychodzą na prowadzenie.
Trener Raul niezwłocznie zmienia przeciążonego srebrem Klytta na znacznie lżejszego Dzigońskiego.
I oto pierwszy efekt zmiany! Będący w narożniku pola karnego Dzigoński uderza na bramkę rywali! Piłka obija się od słupka i wraca do napastnika! Niestety nie zdołał oddać kolejnego strzału, bowiem na pozycje wrócili skutecznie interweniujący obrońcy.
Polacy złapali wiejący pomiędzy chmurami wiatr w żagle i śmielej atakują swego rywala. Przed kolejną szansą wyrównania staje Dzigoński, lecz zdekoncentrował się na widok oblizującego się Cervatiuca i strzelił prosto w jego rękawice.
Piłka nie opuszcza połowy Rumunów. Może wyrównanie przyniesie kolejny atak, konstruowany przez Polaków. Mający dużo miejsca Sołowow idealnie dogrywa w pole karne, gdzie jest Dzigoński i Gawlik! Ten drugi lotem nietoperza wznosi się nad osłupiałego Avrama i uderzając piłkę główką, posyła ją na długi słupek! Zaskoczony i zarazem zdezorientowany Cervatiuc rzuca się w całkowicie przeciwnym kierunku a piłka ląduje w siatce! GOL! Piękna bramka Gawlika! Nawet bramkarz o nadludzkich zdolnościach nie był w stanie obronić tego uderzenia! Polska remisuje z Rumunia 1:1!
Czikeny nie zwalniają tempa! Oto w pole karne wpada Dzigoński! Sprytnie uderza na bliski słupek, lecz tym razem Cervatiuc nie dał się oszukać.
Trener drużyny przeciwnej widząc, że gorący temperament i krew Polaków stają się coraz większym zagrożeniem dla wyniku, każe swoim wąpierzom bronić remisu, grożąc przybiciem srebrnymi gwoździami do osikowego krzyżu.
Bramka wyraźnie podcięła skrzydła nietoperzom zizitopa. Polacy natomiast z każdym kieliszkiem grają coraz lepiej.
Dzigoński jak w amoku rusza do kolejnego ataku. Wyłuskał i przecisnął piłkę pomiędzy trzema defensorami. Faulowany przed polem karnym wykrzyknął „Psia krew!” co wyraźnie zniesmaczyło przeciwników.
Mecz powoli dobiega końca. Polacy nieefektywnie atakują, Rumuni rozpaczliwie się bronią, tak więc wynik tego spotkania zdaje się być ustalony.
To już 90 minuta. Sędzia spogląda na zegar, sięga po gwizdek, ma go już w ustach. Sołowow rozpoczyna najprawdopodobniej ostatnią akcje tego meczu. Podaje do środka do Jabłka. Ten z klepki podaje na dobieg do Dzigońskiego, który zostawia za sobą wszystkich obrońców i w pełny pędzie wpada w pole karne! Minął wszytkich! Będzie sam na sam! Przed nim już tylko Cervatiuc! Dzieli ich już tylko metr! Dzigoński uderza.................w samo okienko! Cervatiuc rozpaczliwie wyciągnął się jak struna! Piłka w siatce! GOL GOL GOL!!! Dzigoński pada w triumfalnym geście na kolana! Niczym Beckham! Niczym Rooney! Niczym sokkerowy napastnik na nowych animacjach meczowych!
Polska prowadzi 2:1! Polska wygrała 2:1, bowiem w tej chwili sędzia kończy mecz!
Zrozpaczeni Rumuni z smutkiem patrzą jak ich niedoszły lunch skacze i cieszy się z zwycięstwa. Raul całuje krucyfiks, który dzielnie dźwigał na piersi przez cały mecz!
Po selekcjonerze, piłkarzach i kibicach reprezentacji Rumuni nie ma już śladu, jedynie oddalające się stadko nietoperzy świadczy o tym, że tu byli.
Kolejny udany występ Polaków zakończony kolejnym burpowaniem.
Najsilniejszą głową w towarzystwie popisał się selekcjoner Raul oraz jaskiniowy smok, u którego całe burpowanie się odbywało. Gdy upojeni „zwycięstwem” zawodnicy zanurzyli się w nestorowym śnie, trener porwał pokrytego łuską towarzysza kieliszka do tańca. Tańczyli wszystko. Od walca, przez cza-cze i makarene, po mrożkowe tango. Porankiem Polaków, zbudziło głośne chrapanie smoka, który spał przytulając do piersi niedopieszczonego Raula.
Pierwsze miejsce, i rocznego plusa zdobywa...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
QuentJagi! Gratulujemy:)
A tutaj można obejrzeć jego pracę:
Natomiast drugie miejsce, i połroczny plus wędruje w ręce Boniex'a, za pracę literacką... oto ona w całości:
Z Romania Arena im. Hrabiego Draculi wita Was Rafael van Boniex. Już za moment rozpocznie się towarzyski mecz Czikenów Raula (jak nazwano nasza reprezentację po przegranym 5:2 meczu z reprezentacją Turcji), z trupiobladymi reprezentantami Transylwanii.
Zanim na spowitą gęstymi chmurami płytę boiska wybiegną obie jedenastki zapoznam Państwa z tym jakże wyjątkowym obiektem. Znajduje się on na osłoniętym przed słońcem zboczu gór Bihorskich. Okoliczne półki skalne i sępie gniazda są w stanie pomieści ośmiuset widzów. Charakterystyczne dla tego stadionu są jaskiniowe szatnie oraz nieprzepuszczający promieni słonecznych mglisty całun ciemności. Cała okolica jest znana z cholendarnie wysokich cen czosnku i braku drzew osikowych.
Wystarczy już o tej ponurej okolicy, bo oto wbiegają na boisko nasi reprezentanci z czosnkowymi naszyjnikami zrobionymi wg prasłowiańskiej receptury. Obok dumy naszej ligi fruną pod postacią nietoperzy nasi dzisiejsi przeciwnicy.
Ten mecz poprowadzi sędzia techniczny, bowiem arbitra głównego odwieziono do szpitala po tym jak odnaleziono go w ciemnej uliczce Bukaresztu z parą śladów ukąszeń.
Jak państwo zauważyli nie odegrano hymnów obu krajów, powodem jest bunt orkiestry, która odmówiła wspinaczki z kompletem instrumentów na wysokość niemal 2000 metrów, a zatrudniony tenor Borkocziken nie jest wprawiony w śpiewie a capella.
Teraz już tylko rzut miedzianą monetą- zakazano wnoszenia jakichkolwiek srebrnych elementów na arenę, i już wiemy, że rozpoczną Rumuni.
Trener Raul stoi obok grobowca, na którym zasiedli rezerwowi i nerwowo czyści ogromny krzyż, który zawiesił sobie na szyi przed tym spotkaniem.
I zaczęli! Żądni krwi kibice rumuńscy skandują „Ukąś go!”, „Dobierz mu się do karku!” Oraz znane wszystkim „Gdzie jest Dracula?!”.
Wszyscy zawodnicy reprezentacji Rumuni zbiegiem okoliczności pochodzą z Transylwanii. Słyną z nieludzkiej szybkości, siły oraz chłodnego podejścia do otaczającej ich rzeczywistości. Przypisuję się im również zdolność czytania w myślach. Podopieczni Raula mogą się tej zdolności obawiać, bowiem umiejętność przewidzenia każdego kolejnego ruchu Polaków może znacznie utrudnić uzyskanie zadowalającego polskich kibiców rezultatu, jakim jest jedynie zwycięstwo.
Widać nerwowość w grze Polaków, lecz co się dziwić- grają z uzbrojonymi po zęby, a szczególnie w zęby potencjalnymi zabójcami, w których śmiertelność i zmęczenie można śmiało wątpić.
Po dobrym podaniu, w pole karne Koszyca wpada wampirzy napastnik Multescu, lecz Cichacki ryzykując własne życie, a w szczególności ludzką formę tego życia wybija piłkę spod nóg atakującego.
Po drugiej stronie boiska Gawlik, którego wyraźnie rozprasza woń jego czosnkowego wianka, lecz chcąc przetrwać bez kontuzji karku pełne 90 minut musi się z jego obecnością pogodzić.
Po kolejnej akcji na murawę pada Jabłko. Był to jedyny sposób by uniknąć ukąszenia spragnionego Potegea. Sędzia upomina pomocnika by pohamował swój apetyt do końca spotkania.
Rzut z autu. Do piłki podchodzi słynących z dalekich wyrzutów Kusek. Milowym lotem piłka wędruje do Czernieca, który z pierwszej podaje do Klytta, ten nie czekając uderza w kierunku bramki Rumunów! Niestety ten strzał poza kierunkiem nie miał nic z bramką rywali- piłka odbija się od skalistego zbocza daleko od bramki.
Gotująca się w Polakach krew coraz bardziej podnieca wygłodniałych krwiopijców i tak raz po raz zbliżają się do bramki, której dzielnie broni Koszyc.
Sprowokowany siorbaniem Multescu Słuszka szarpie napastnika za zęby na tyle mocno, ze ten pada na murawę. „Wampir też człowiek”, dlatego sędzia pokazuje naszemu defensorowi żółtą kartkę.
Opary czosnku i przemycone w butach srebrne sztućce zdają się coraz bardziej ciążyć Polakom- ich podania cechuje niedokładność a nawet panika, czego skutkiem są coraz częstsze akcje Rumunów, zwieńczone strzałem.
Przed okazją wyjścia na prowadzenie stają rywale! Nieludzko dokładnym dośrodkowaniem popisuje się Ionas! Celne uderzenie Multescu i................ dzierżący w prawicy Biblię Koszyc broni po raz kolejny nasz zespół przed stratą bramki!!!
Akcja przenosi się na drugą stronę boiska, gdzie wytrącony z równowagi silnym podmuchem wiatru Gawlik, pudłuje i posyła piłkę obok bramki. Cervatiuc przewidział to, dlatego też nie przerwał higieny swych kłów.
I już jesteśmy na drugim końcu murawy. Z szarżą rusza niewidoczny do tej pory Siboiu! Polscy obrońcy nie zdołali go zatrzymać i tak znalazł się sam na sam z GK reprezentacji Polski! Nienaturalnie silne uderzenie zawodnika z 11tką wypada z rąk Koszyca, ku naszemu szczęściu pod nogi Cichackiego, który oddala zagrożenie!
Minęło pierwsze 45 minut! Wystraszeni reprezentanci Polski zmieniają połowę bez schodzenia do szatni- pragną by ten horror zakończył się jak najprędzej. Tylko nieliczni przeciwnicy podbiegają do linii bocznej, gdzie sączą gęsty czerwony płyn. Nie wyglądający na zmęczonych Rumunii zdają się być teraz jeszcze bardziej zwinni i chętni do gry.
Drugą część spotkania rozpoczynają Polacy. Już w po paru minutach gry do będącego w rewelacyjnej formie Czernieca niebezpiecznie zbliża się Ungureanu, znany z niezaspokojonego apetytu. Niepozorny odbiór piłki okazał się czymś poważniejszym. Znakomicie spisujący się dotychczas polski pomocnik trzymając się za szyję prosi trenera o zmianę.
Akcja przenosi się w okolice pola karnego reprezentacji Rumuni. Kolejna próba ataku na kark reprezentant Polski i tym razem żółta kartka. Ukarany zostaje Bobesa.
Moment rozprężenia w grze reprezentantów Rumuni. Wyraźnie widać, że są już myślami przy pomeczowym towarzyskim piciu krwi Polaków, którą zobowiązali się oddać w razie porażki. Osocze piłkarzy Raula z racji na wysoką zawartość alkoholu jest cenionym trunkiem pośród wampirów.
Rozwścieczony Gawlik zrywa z głowy wianek i rusza z piłką w kierunku bramki! Jest już sam na sam! Cervatiuc błysnął kłami, lecz to nie wzrusza opanowanego Gawlika! Uderza! Bramkarz Rumuni zmienia tor lotu potężnie uderzonej piłki! Trafia ona pod obciążone srebrną zastawą nogi Klytta! Pobrzękujący napastnik Polski niefortunnie przyjmuje piłkę, która odskakuje mu na tyle daleko, że obrońcy nie mają problemu z jej wybiciem. Było tak blisko!
Z kontrą ruszają Rumuni! Bokiem pędzi Cazangiu! Dośrodkowuje piłkę na tyle chytrze, że zagłębiony w lekturze Pisma Świętego Koszyc spóźnia się z interwencją, bowiem piłka jest już u stóp Siboiu, który z zimna krwią pakuje piłkę do siatki! Prowadzeni przez zizitopa Rumuni wychodzą na prowadzenie.
Trener Raul niezwłocznie zmienia przeciążonego srebrem Klytta na znacznie lżejszego Dzigońskiego.
I oto pierwszy efekt zmiany! Będący w narożniku pola karnego Dzigoński uderza na bramkę rywali! Piłka obija się od słupka i wraca do napastnika! Niestety nie zdołał oddać kolejnego strzału, bowiem na pozycje wrócili skutecznie interweniujący obrońcy.
Polacy złapali wiejący pomiędzy chmurami wiatr w żagle i śmielej atakują swego rywala. Przed kolejną szansą wyrównania staje Dzigoński, lecz zdekoncentrował się na widok oblizującego się Cervatiuca i strzelił prosto w jego rękawice.
Piłka nie opuszcza połowy Rumunów. Może wyrównanie przyniesie kolejny atak, konstruowany przez Polaków. Mający dużo miejsca Sołowow idealnie dogrywa w pole karne, gdzie jest Dzigoński i Gawlik! Ten drugi lotem nietoperza wznosi się nad osłupiałego Avrama i uderzając piłkę główką, posyła ją na długi słupek! Zaskoczony i zarazem zdezorientowany Cervatiuc rzuca się w całkowicie przeciwnym kierunku a piłka ląduje w siatce! GOL! Piękna bramka Gawlika! Nawet bramkarz o nadludzkich zdolnościach nie był w stanie obronić tego uderzenia! Polska remisuje z Rumunia 1:1!
Czikeny nie zwalniają tempa! Oto w pole karne wpada Dzigoński! Sprytnie uderza na bliski słupek, lecz tym razem Cervatiuc nie dał się oszukać.
Trener drużyny przeciwnej widząc, że gorący temperament i krew Polaków stają się coraz większym zagrożeniem dla wyniku, każe swoim wąpierzom bronić remisu, grożąc przybiciem srebrnymi gwoździami do osikowego krzyżu.
Bramka wyraźnie podcięła skrzydła nietoperzom zizitopa. Polacy natomiast z każdym kieliszkiem grają coraz lepiej.
Dzigoński jak w amoku rusza do kolejnego ataku. Wyłuskał i przecisnął piłkę pomiędzy trzema defensorami. Faulowany przed polem karnym wykrzyknął „Psia krew!” co wyraźnie zniesmaczyło przeciwników.
Mecz powoli dobiega końca. Polacy nieefektywnie atakują, Rumuni rozpaczliwie się bronią, tak więc wynik tego spotkania zdaje się być ustalony.
To już 90 minuta. Sędzia spogląda na zegar, sięga po gwizdek, ma go już w ustach. Sołowow rozpoczyna najprawdopodobniej ostatnią akcje tego meczu. Podaje do środka do Jabłka. Ten z klepki podaje na dobieg do Dzigońskiego, który zostawia za sobą wszystkich obrońców i w pełny pędzie wpada w pole karne! Minął wszytkich! Będzie sam na sam! Przed nim już tylko Cervatiuc! Dzieli ich już tylko metr! Dzigoński uderza.................w samo okienko! Cervatiuc rozpaczliwie wyciągnął się jak struna! Piłka w siatce! GOL GOL GOL!!! Dzigoński pada w triumfalnym geście na kolana! Niczym Beckham! Niczym Rooney! Niczym sokkerowy napastnik na nowych animacjach meczowych!
Polska prowadzi 2:1! Polska wygrała 2:1, bowiem w tej chwili sędzia kończy mecz!
Zrozpaczeni Rumuni z smutkiem patrzą jak ich niedoszły lunch skacze i cieszy się z zwycięstwa. Raul całuje krucyfiks, który dzielnie dźwigał na piersi przez cały mecz!
Po selekcjonerze, piłkarzach i kibicach reprezentacji Rumuni nie ma już śladu, jedynie oddalające się stadko nietoperzy świadczy o tym, że tu byli.
Kolejny udany występ Polaków zakończony kolejnym burpowaniem.
Najsilniejszą głową w towarzystwie popisał się selekcjoner Raul oraz jaskiniowy smok, u którego całe burpowanie się odbywało. Gdy upojeni „zwycięstwem” zawodnicy zanurzyli się w nestorowym śnie, trener porwał pokrytego łuską towarzysza kieliszka do tańca. Tańczyli wszystko. Od walca, przez cza-cze i makarene, po mrożkowe tango. Porankiem Polaków, zbudziło głośne chrapanie smoka, który spał przytulając do piersi niedopieszczonego Raula.
omg... nie wieże. Wielkie dzięki tobie Raul i wsyztskim konkurentom....
Świetne to było :D Ale musze się przyczepić do czegoś :P Nie Anatolik tylko Antolik :P Ale normalnie całe obejrzałem :D Graty zwycięstwa :D
no kurcze... tyle się namęczyłem i co mi z tego... :/ była szansa na pierwszy plus w życiu :/
edit: urozmaicone:P
(edited)
edit: urozmaicone:P
(edited)
ktoś przegrać musiał, ja też nic nie mam ale przegrałem zasłużenie i nie mam o to do nikogo pretensji.
ale przyznam Quent, dobre wykonanie, graty zywcięstwa ;)
Thx bardzo wszystkim ;) Wiem ile musieliście włożyć w to pracy i pod tym względem jesteście zwycięzcami ;) Potrafiliście poświęcić swój czas i umiejetnosci aby zrobic to studio i szczerze wam tego gratuluje ;)