Subpage under development, new version coming soon!
Subject: Opowieść (nie)wigilijna
- 1
- 2
no to nie wiem, pewnie jakies cięzkie psychoaktywne środki pobudzające:P
Ps
to juz tłumaczy mojego bebza, a mysąłem ze to brak ruchu i ciagłe zarcie fastfudów:P
Ps
to juz tłumaczy mojego bebza, a mysąłem ze to brak ruchu i ciagłe zarcie fastfudów:P
brak ruchu i syfiaste zarcie tez dokladaja cegielke :)
No cóż, już wiem jak się czuli pisarze za komuny. ;P
Wersja ocenzurowana :P
Polska, rok 2005. Lądek Zdrój, cmentarz. Noc. Wręcz północ.↵ Wśród dawno zapomnianych, rozlatujących się grobów panuje niezmącony spokój. Płyty nagrobkowe pokryły się na przestrzeni lat mchem, nie sposób już doczytać się kto leży w danym grobie. Innymi słowy, płyty te nie spełniają już swojego zadania - wypadałoby je wymienić, lub chociaż wyczyścić. Z drugiej strony po co, skoro na cmentarz w słynnym Lądku nikt już nie chodzi? A przynajmniej nie w celu wyciszenia duchowego i oddania szacunku zmarłym.↵ ↵ Nagle poza szumem liści i innymi odgłosami martwej natury pojawiają się...ludzkie głosy. Ktoś wchodzi na teren cmentarza. Hieny cmentarne? A gdzieżby tam. Wszystko co było do zrabowania już dawno skradziono, puszczono w obieg i ponownie skradziono nowym właścicielom. W takim razie kim są te osoby? Może to rodzina któregoś z przeżartych przez robale ciał postanowiła po latach wrócić do starej wioski i oddać hołd swym przodkom? Kto wie...↵ ↵ ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------↵ - O kurde, Julek! Ale melina. Ty to faktycznie masz czasem pomysły nie z tej ziemi!
- A mówiłem Marek? Mówiłem, że miejscówa na winko pierwsza klasa? A ty że nieeee, że policja, że ksiądz. Ksiądz to pewnie teraz posuwa swoją gosposię, a nie o cmentarzach myśli.
- No fakt, fakt. Ale a propos posuwania...to tu raczej nie wyrwiemy. - Julek nie bez kozery miał wśród znajomych ksywkę 'bystry'.
- Yyy...no z tym może być problem. Ujnia trochę.
- No i to z grzybnią, ale jak już przyszliśmy, to obalmy te flaszeczki.
Jak powiedzieli, tak zrobili. Rozsiedli się przy jednym z grobów, obili szyjkę, a nawet dwie, o tenże i zaczęli spijać nektar bogów, z lekką domieszką siarki. Nagle zafalowało przed nimi powietrze....i pojawił się duch!
- Maruś...co to kurde mol jest?!
- Ja cię głaszczę, motyla noga...dosypałeś coś debilu do winiacza?!
- Nie nic, przysięgam...ty, to duch jakiś chyba. Wiejemy?
- Czekaj czekaj, jakiś dziwny ten duch...zresztą co nam duch może zrobić?
- Hy, w dupę mnie może pocałować!
Marek zawsze cenił sobie wysublimowane poczucie humoru Julka, toteż wybuchnął śmiechem niczym coś, co wybucha głośno i doniośle. Tymczasem duch doszedł do siebie, czy jak by to powiedzieli Marek z Julkiem - ogarnął się. Choć może nie do końca.
Little Lamb, who made thee?
Dost thou know who made thee?
Gave thee life, and did thee feed,
By the stream and o'er the mead;
- O stonoga, co jest?! - wykrzyknął Marek, przerażony nie na żarty.
- Nie wiem, jakiś świrnięty chyba...po angielsku chyba nawija. - Julek słuchał amerykańskiego hip hopu, także miał pewne podwaliny w tym języku. Spróbował więc nawiązać kontakt z duchem - What...you...kurczaczek...eee...what you do..?!
Witam was, dusze nieczyste. Zostałem do was zesłany by nieść wam pomoc radą i czynem.
- No zoba, jednak umie mówić. - Marek zawsze był bardzo spostrzegawczym chłopcem.
- Yhy...no dobra, to panie duch by się pan może przedstawił jakoś czy co? My jesteśmy Marek i Julek.
Blake, William Blake. Angielski poeta, pisarz, malarz, rysownik, drukarz, mistyk, obecnie duch wspomagacz. Czy możecie mi, szlachetni panowie, rzec gdzież to zostałem zesłany?
- Holaaaa holaaaa...a skąd polski znasz, co? Niby angielski poeta a polski zna? Weź go Julek pomacaj po nerach kijem bo to jakaś ściema.
Julek nigdy nie kwestionował decyzyj podejmowanych przez Marka. W końcu jego kompan skończył kiedyś klasę ze średnią przekraczającą 3,0 - wtedy to Julek podjął decyzję, by trzymać się przy Marku. Był on bystry i cwany a w końcu to tacy właśnie robią największe kariery, a potem ciągną za sobą kolegów z młodych lat. Podniósł więc kij, zamachnął się na ducha-impostora i...YEB! - cios kijem wymierzony duchowi przeleciał na wskroś ducha, razem z Julkiem zresztą który wylądował na grobie.
Mości panowie...czy dobrze wnioskuję z waszych czynów, iż początkowo bez wątpliwości przyjęliście do wiadomości to, że jestem duchem...natomiast fakt, iż porozumiewam się z wami w waszym matczynym języku wzbudził w was podejrzenia?
- Yy...tak. - wydukali zgodnie Marek i poobijany Julek.
Czyli wnioskuję, że jesteście w stanie wyobrazić sobie ducha, natomiast duch angielskiego poety mówiącego po polsku jest już dla was zbyt...jak to się mówi...paranormalny?
....tak. - ponownie odrzekli Marek i Julek.
Oh God, why do I get idiots all the time...No nic, szanowni panowie. Sprawa jest taka, marnujecie swe talenty, rozdrabniacie się na drobne. Co tam waście kryjecie za sobą?
- No...winiacza...
- Morda Julek, jeszcze będzie chciał na sępa chlać - szepnął Marek, jednak było już za późno. Wina wystrzeliła nagle w powietrze i odleciały do lasu.
- Eeeeee!!! Co jest! Swoimi rzucaj ty... - tu Marek rzucił wiązką dość oryginalnych epitetów, których Blake nigdy w życiu nie słyszał, ba - większości nie był w stanie zrozumieć, mimo, iż jako duch był w stanie komunikować się w każdym możliwym języku.
Cóż za rozbudowany i giętki język...przyjemnie pisałoby się w nim wiersze. Chociaż z drugiej strony jeśli wszyscy tutaj są tak ograniczeni umysłowo, to pewnie byłbym jeszcze mniej zrozumianym i uznanym poetą niż byłem w Anglii...no nic, trzeba tych dwóch ancymonów sprowadzić na dobrą droge, inaczej nikt w tym państwie nie będzie potrafił grać w piłkę. - pomyślał duch i zaczął swoje czary.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O kurde mol. - pomyślał Marek - Ale mnie głowa napierdziela...ładnie z tymi winkami zaszaleliśmy. No nic, trzeba walnąć klina.
Marek otworzył puszkę piwa marki 'Piwo', napił się....i rzygnął jak kot.
- Co jest kurna?! - wykrzyknął zdumiony i umorusany wczorajszą kolacją Marek.
Wtedy to zwrócił uwagę na swoje ramię...coś mu wszyto...czyżby...
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyk Marka spłoszył wszystkie osiem kruków osiadłych w Lądku Zdrój, a on sam omdlał przerażony.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Witaj, św. Piotrze.
- Witaj Blake. Jak misja?
- Standardowa procedura. Wszyłem obu esperal.
- Świetnie. Nic nie będą pamiętali?
- Nic, jestem tego pewien. Wymazałem im wszystkie wspomnienia z tego wieczora.
- Doskonale, w takim razie pozostało tylko wypełnić im dokumentację...jak oni się nazywali?
- Marek Rybka i Julian Witczak.
- Powód interwencji?
- Sprowadzenie dwóch piłkarzy na drogę profesjonalizmu. Ale proszę Cię, Piotrek - weź mnie już więcej do tych Polacy nie rzucaj, bo nie wyrabiam z ich infantylizmem. Znowu mi chcieli kości poprzetrącać dzisiaj.
- Ehh...wszystko tak mówią. Dobra, odpuścimy ich sobie. Najwyżej będą mieli kiepsko rocznik, he he he...
Wersja ocenzurowana :P
Polska, rok 2005. Lądek Zdrój, cmentarz. Noc. Wręcz północ.↵ Wśród dawno zapomnianych, rozlatujących się grobów panuje niezmącony spokój. Płyty nagrobkowe pokryły się na przestrzeni lat mchem, nie sposób już doczytać się kto leży w danym grobie. Innymi słowy, płyty te nie spełniają już swojego zadania - wypadałoby je wymienić, lub chociaż wyczyścić. Z drugiej strony po co, skoro na cmentarz w słynnym Lądku nikt już nie chodzi? A przynajmniej nie w celu wyciszenia duchowego i oddania szacunku zmarłym.↵ ↵ Nagle poza szumem liści i innymi odgłosami martwej natury pojawiają się...ludzkie głosy. Ktoś wchodzi na teren cmentarza. Hieny cmentarne? A gdzieżby tam. Wszystko co było do zrabowania już dawno skradziono, puszczono w obieg i ponownie skradziono nowym właścicielom. W takim razie kim są te osoby? Może to rodzina któregoś z przeżartych przez robale ciał postanowiła po latach wrócić do starej wioski i oddać hołd swym przodkom? Kto wie...↵ ↵ ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------↵ - O kurde, Julek! Ale melina. Ty to faktycznie masz czasem pomysły nie z tej ziemi!
- A mówiłem Marek? Mówiłem, że miejscówa na winko pierwsza klasa? A ty że nieeee, że policja, że ksiądz. Ksiądz to pewnie teraz posuwa swoją gosposię, a nie o cmentarzach myśli.
- No fakt, fakt. Ale a propos posuwania...to tu raczej nie wyrwiemy. - Julek nie bez kozery miał wśród znajomych ksywkę 'bystry'.
- Yyy...no z tym może być problem. Ujnia trochę.
- No i to z grzybnią, ale jak już przyszliśmy, to obalmy te flaszeczki.
Jak powiedzieli, tak zrobili. Rozsiedli się przy jednym z grobów, obili szyjkę, a nawet dwie, o tenże i zaczęli spijać nektar bogów, z lekką domieszką siarki. Nagle zafalowało przed nimi powietrze....i pojawił się duch!
- Maruś...co to kurde mol jest?!
- Ja cię głaszczę, motyla noga...dosypałeś coś debilu do winiacza?!
- Nie nic, przysięgam...ty, to duch jakiś chyba. Wiejemy?
- Czekaj czekaj, jakiś dziwny ten duch...zresztą co nam duch może zrobić?
- Hy, w dupę mnie może pocałować!
Marek zawsze cenił sobie wysublimowane poczucie humoru Julka, toteż wybuchnął śmiechem niczym coś, co wybucha głośno i doniośle. Tymczasem duch doszedł do siebie, czy jak by to powiedzieli Marek z Julkiem - ogarnął się. Choć może nie do końca.
Little Lamb, who made thee?
Dost thou know who made thee?
Gave thee life, and did thee feed,
By the stream and o'er the mead;
- O stonoga, co jest?! - wykrzyknął Marek, przerażony nie na żarty.
- Nie wiem, jakiś świrnięty chyba...po angielsku chyba nawija. - Julek słuchał amerykańskiego hip hopu, także miał pewne podwaliny w tym języku. Spróbował więc nawiązać kontakt z duchem - What...you...kurczaczek...eee...what you do..?!
Witam was, dusze nieczyste. Zostałem do was zesłany by nieść wam pomoc radą i czynem.
- No zoba, jednak umie mówić. - Marek zawsze był bardzo spostrzegawczym chłopcem.
- Yhy...no dobra, to panie duch by się pan może przedstawił jakoś czy co? My jesteśmy Marek i Julek.
Blake, William Blake. Angielski poeta, pisarz, malarz, rysownik, drukarz, mistyk, obecnie duch wspomagacz. Czy możecie mi, szlachetni panowie, rzec gdzież to zostałem zesłany?
- Holaaaa holaaaa...a skąd polski znasz, co? Niby angielski poeta a polski zna? Weź go Julek pomacaj po nerach kijem bo to jakaś ściema.
Julek nigdy nie kwestionował decyzyj podejmowanych przez Marka. W końcu jego kompan skończył kiedyś klasę ze średnią przekraczającą 3,0 - wtedy to Julek podjął decyzję, by trzymać się przy Marku. Był on bystry i cwany a w końcu to tacy właśnie robią największe kariery, a potem ciągną za sobą kolegów z młodych lat. Podniósł więc kij, zamachnął się na ducha-impostora i...YEB! - cios kijem wymierzony duchowi przeleciał na wskroś ducha, razem z Julkiem zresztą który wylądował na grobie.
Mości panowie...czy dobrze wnioskuję z waszych czynów, iż początkowo bez wątpliwości przyjęliście do wiadomości to, że jestem duchem...natomiast fakt, iż porozumiewam się z wami w waszym matczynym języku wzbudził w was podejrzenia?
- Yy...tak. - wydukali zgodnie Marek i poobijany Julek.
Czyli wnioskuję, że jesteście w stanie wyobrazić sobie ducha, natomiast duch angielskiego poety mówiącego po polsku jest już dla was zbyt...jak to się mówi...paranormalny?
....tak. - ponownie odrzekli Marek i Julek.
Oh God, why do I get idiots all the time...No nic, szanowni panowie. Sprawa jest taka, marnujecie swe talenty, rozdrabniacie się na drobne. Co tam waście kryjecie za sobą?
- No...winiacza...
- Morda Julek, jeszcze będzie chciał na sępa chlać - szepnął Marek, jednak było już za późno. Wina wystrzeliła nagle w powietrze i odleciały do lasu.
- Eeeeee!!! Co jest! Swoimi rzucaj ty... - tu Marek rzucił wiązką dość oryginalnych epitetów, których Blake nigdy w życiu nie słyszał, ba - większości nie był w stanie zrozumieć, mimo, iż jako duch był w stanie komunikować się w każdym możliwym języku.
Cóż za rozbudowany i giętki język...przyjemnie pisałoby się w nim wiersze. Chociaż z drugiej strony jeśli wszyscy tutaj są tak ograniczeni umysłowo, to pewnie byłbym jeszcze mniej zrozumianym i uznanym poetą niż byłem w Anglii...no nic, trzeba tych dwóch ancymonów sprowadzić na dobrą droge, inaczej nikt w tym państwie nie będzie potrafił grać w piłkę. - pomyślał duch i zaczął swoje czary.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O kurde mol. - pomyślał Marek - Ale mnie głowa napierdziela...ładnie z tymi winkami zaszaleliśmy. No nic, trzeba walnąć klina.
Marek otworzył puszkę piwa marki 'Piwo', napił się....i rzygnął jak kot.
- Co jest kurna?! - wykrzyknął zdumiony i umorusany wczorajszą kolacją Marek.
Wtedy to zwrócił uwagę na swoje ramię...coś mu wszyto...czyżby...
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyk Marka spłoszył wszystkie osiem kruków osiadłych w Lądku Zdrój, a on sam omdlał przerażony.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Witaj, św. Piotrze.
- Witaj Blake. Jak misja?
- Standardowa procedura. Wszyłem obu esperal.
- Świetnie. Nic nie będą pamiętali?
- Nic, jestem tego pewien. Wymazałem im wszystkie wspomnienia z tego wieczora.
- Doskonale, w takim razie pozostało tylko wypełnić im dokumentację...jak oni się nazywali?
- Marek Rybka i Julian Witczak.
- Powód interwencji?
- Sprowadzenie dwóch piłkarzy na drogę profesjonalizmu. Ale proszę Cię, Piotrek - weź mnie już więcej do tych Polacy nie rzucaj, bo nie wyrabiam z ich infantylizmem. Znowu mi chcieli kości poprzetrącać dzisiaj.
- Ehh...wszystko tak mówią. Dobra, odpuścimy ich sobie. Najwyżej będą mieli kiepsko rocznik, he he he...
Wiem, zeby bylo dobre musialoby byc duzo dluzsze a nie mialem czasu ni ochoty
Z drugiej strony jak juz napisalem to wrzucilem :P
oryginal sie wiele nie roznil :p
(edited)
Z drugiej strony jak juz napisalem to wrzucilem :P
oryginal sie wiele nie roznil :p
(edited)
No cóż, już wiem jak się czuli pisarze za komuny. ;P
jak za komuny to moze ale jak sie czuli pisarze to skad masz wiedziec? ;-P
jak za komuny to moze ale jak sie czuli pisarze to skad masz wiedziec? ;-P
- 1
- 2