Azərbaycan dili Bahasa Indonesia Bosanski Català Čeština Dansk Deutsch Eesti English Español Français Galego Hrvatski Italiano Latviešu Lietuvių Magyar Malti Mакедонски Nederlands Norsk Polski Português Português BR Românã Slovenčina Srpski Suomi Svenska Tiếng Việt Türkçe Ελληνικά Български Русский Українська Հայերեն ქართული ენა 中文
Subpage under development, new version coming soon!

Subject: [K]Stara Ksiega

2006-11-08 22:42:10
1 etap:
Dzialki Lesne - Polska Ekstraklasa

2 etap:
Deutschland 5.Liga.033

3 etap:
Hellas Δ` Ethniki.12

4 etap:
Deutschland 4.Liga.52

5 etap:
Österreich Dritte Liga.15

6 etap:
Venezuela Segunda División.04

7 etap:
Australia League IV.08

8 etap:
Türkiye 5. Lig.007

9 etap:
France Ligue 4.30

10 etap:
Hard Boy`s - Polska Liga IV.13

11 etap:
USA C-League.10

12 etap:
Belarus Druhaja Liga.07

13 etap:
stefanbathory - Polska Liga III.06

14 etap:
England Division IV.24

:]
2006-11-08 22:42:20
Od Shadowa:
Polgodzinna drzemka dobrze wplynela na moje samopoczucie. Calkiem tu milo na moj gust - powiedzialem Nie ma co siedziec - powiedziala Ela, szykujac sie do drogi - wskazowki prowadza do malej, starej altanki. Dotarlismy do niej po pieciu minutach morderczego przedzierania sie przez dzikie krzewy jezyn. W srodku czuc bylo uplyw czasu - wilgoc, sprochniale drewno i setki pajeczyn stworzylo atmosfere hitchcockowskiej grozy. Ksiega lezala nietknieta na polce gablotki, opleciona pajeczyna, spowita stuletnim kurzem. Jest! Jest!! To jednak prawda!!! - krzyknela radosnie Elka, unoszac ksiege delikatnie do gory. Polozyla ja na stole, probujac delikatnie wertowac strony. Niestety! Wplyw czasu i nienajlepsze warunki panujace w srodku sprawily, ze jedyna rzecza, jaka udalo nam sie odczytac byl ledwie widoczny zapis z pierwszej strony: Nazywam sie Kurt Deutschland. Urodzilem sie w Dreznie przy V ulicy. Mieszkajac z rodzicami oraz dwiema siostrami w domu numer 033 tworzylismy calkiem nor Tu slad sie konczy. Hmmm... - zamyslilem sie na moment - To wszytsko wydaje sie interesujace. Co o tym sadzisz? Trzeba to sprawdzic. Intuicja mi podpowiada, ze bedzie ciekawie... - odparla Ela Godzine pozniej siedzielismy wygodnie w samolocie...

Z niemieckiej V.033:
Lot odbyl sie bez przeszkod. Po dotarciu na miejsce ruszylismy wedlug wskazowek.
Stara kamienice odnalezlismy bez problemu. No wlasnie, tylko co teraz?
Spytamy starszych mieszkancow - zdecydowalem
Tak zrobimy - potwierdzila moja towarzyszka
Udalo nam sie dotrzec do wiekowej staruszki, ktora na wspomnienie o Kurcie Deutschlandzie lekko zbladla, probujac cos ukryc.
Po dluzszej, acz twardej rozmowie w koncu wyszeptala, ze z dziecinstwa zapamietala pewna rzecz - opowiesci jej babki o skarbie z piwnicy Deutschlandow: wielkich kamiennych plytach na ktorych widnialy jakies sceny starej wojny, czy bitwy. Zapamietala dokladnie kilka szczegolow tej historii: na kazdej z plyt widnial wielki napis Megalo Kastro. Plyt bylo szesnascie - IV duze i 12 malych. Babka opowiadala, ze po tym wydarzeniu cala rodzina Deutschlandow zaginela w tajemniczych okolicznosciach...
Dreszcz strachu i emocji przeszyl nasze ciala. Postanowilismy to zbadac, w pospiechu udajac sie na lotnisko.

Z greckiej IV.12:
Bedac na miejscu zastanawialismy sie, od czego zaczac. Skoro stare plyty, to pewnie i miejsce jakies stare musi byc powiazane. Skierowalismy nasze kroki do starej czesci miasta.
Krazac miedzy budowlami nie trafilismy na cokolwiek, co mogloby byc pomocne.
Idziemy do muzeum - zdecydowalem - byc moze tam trafimy na jakis punkt zaczepienia.
Krazac od sali do sali, trafilismy w koncu do piwnic, gdzie...

...tak, tak! Plyty!! Takie same, o ktorych opowiadala nam kobieta w Dreznie. Z opisu wynikalo, ze zostaly podarowane przez anonimowa rodzine. Hmmm...
Poszlismy na poszukiwania kustosza.
Okazal sie nim starszy mezczyzna, ktory nie chcial nic powiedziec, zaslaniajac sie tajemnica. Dopiero gadka o Kurcie, celu wizyty i naszych podrozach rozwiazala mu jezyk. Okazalo sie, ze rodzina Deutschlandow spokrewniona jest z Ludwigiem van Beethovenem, a i same plyty maja wiele wspolnego z okresem jego mlodosci. Tam tez radzil szukac wskazowek. Podziekowalismy za rade, udajac sie na lotnisko. W drodze wertowalismy nasze ksiazki, majac nadzieje, ze cos znajdziemy. Wiedzielismy na razie jedno - mlody Beethoven mieszkal przy czwartej ulicy, w domu numer piecdziesiat dwa...

Z niemieckiej IV.52:
Lekkie turbulencje nie przeszkodzily nam w tym, by bezpiecznie wyladowac w Bonn.
Na miejscu wspolnie stwierdzilismy, ze z domu nr 52 nie zostalo nic! Plac, lawki, latarnie i tabliczka z informacja, ze w tym miejscu urodzil sie... bla, bla bla. Cos o Schubercie i Baszcie Mleczarzy...
Pieknie kurwa! - zaklalem ze zlosci - to tylko kolka robimy, z ktorych nic nie wynika! I co to za Baszta!?
Przerzucajac strony w encyklopedii zaprowadzilo nas to nad malowniczy Dunaj, konkretnie do miasta, gdzie ksiezniczek jest jak smiecia. Odnalezienie trzeciego bezirku nie stanowilo problemu, a i numer 15 Baszty Mleczarzy nie stanowil wyzwania...
Pod numerem 15 ulokowana jest stylowa restauracja. Widywana jest tam smietanka artystow wiedenskich, szczegolnie rzezbiarzy i malarzy. Usiedlismy przy kawie, rozkoszujac sie jej aromatem przegryzanym sernikiem. Nie mielismy pomyslu, co robic dalej. Rozgladajac sie bezladnie po lokalu Ela wykrztusila nagle z siebie: popatrz na sciane.
Rzeczywiscie - obraz zawieszony po lewej stronie baru przedstawial Beethovena oraz jakas nieznana postac. Podeszlismy blizej. Uwage nasza zwrocil ow namalowany nieznajomy, ktory trzymal w reku cos, co mi nie kojarzylo sie z niczym, natomiast Elzbieta uparcie twierdzila, ze to ksiega, ktora znalezlismy w starej altance na Dzialkach. No na upartego bylem sklonny przyznac jej racje.
Postanowilismy porozmawiac z wlascicielem, ktory byl bardzo zyczliwym czlowiekiem. Obraz podarowal mu znajomy, ktory nie mieszka juz w Wiedniu. Wyjechal z Austrii kilka lat temu zafascynowany najwyzszym wodospadem swiata, ktory wedlug naszej wiedzy ma dwa kilometry i cztery metry wysokosci.
Czas naglil...

z USA II.04:
Lecac nad Parkiem Canaima widzielismy z okna potege Salto del Angel. Gdyby nie ryk silnikow, w uszy nasze z pewnoscia wdarlby sie huk opadajacych mas wody.
Ladowanie przebieglo bez problemow.
Przenocowalismy w Canaimie, by o swicie wyruszyc na poszukiwanie czegos, co pomogloby nam w odnalezieniu czlowieka, o ktorym wspomnial wlasciciel wiedenskiej restauracji.
Wioska w sercu dzungli okazala sie na tyle mala, ze bez problemu odnalezlismy bialego przybysza z Europy, ktory goszczac nas winem Portal del Alto oraz tutejszymi specjalami snul opowiesc o pochodzeniu obrazu. Okazalo sie, ze jego byla zona jest wnuczka Kurta Deutschlanda, stad tez i obraz w jego posiadaniu. Franziska Deutschland - Pytonger po rozwodzie przeprowadzila sie na drugi koniec swiata, konkretnie do miasta slynacego z opery - cudu architektury. Poprosilismy o dokladne dane jego eks zony, zeby z latwoscia moc ja odnalezc w tej metropolii. Dopijajac cztery osme butelki udalismy sie do snu, by wyruszyc wczesnie rano.

Z Australia IV.08:
Lot dluzyl nam sie w nieskonczonosc...
Sydney okazalo sie wspanialym miastem - otwarci ludzie, wodka w przystepnej cenie...
Odnalezienie Franziski bylo kwestia chwili. Pojechalismy na umowione spotkanie. Przy stoliku siedziala ladna szatynka, ktora zaraz po wejsciu skinela przyjacielsko w naszym kierunku. Dosiedlismy sie do stolika. Kelner podal zamowione Bush Tucker z warana oraz emu. Rozmowa ukladala sie po naszej mysli - dowiedzielismy sie, ze kamienne plyty znalazly sie w posiadaniu rodziny Deutschlandow z calkiem prozaicznego powodu - pradziadek wygral je w karty od poszukiwacza skarbow i utracjusza Thomasa Feldkampa. Z jej opowiesci wynikalo, ze corka Thomasa - Astrid, ktora zapewne wie nieco wiecej, mieszka od pieciu lat i siedmiu miesiecy w Adrianopolu.
Wyruszylismy czym predzej..

Z tureckiej V.007:
Juz z daleka dostrzeglismy potezny meczet Selimiye Camii, ktory dumnie triumfowal nad miastem. Udalismy sie na poczte w celu namierzenia Astrid przy pomocy ksiazki telefonicznej.
Operacja sie udala - umowilismy sie na wieczorne spotkanie w kawiarnii w centrum miasta. Delektujac sie kawa po turecku sluchalismy wiekowej pani, ktora wykazala sie niezwykla jasnoscia umyslu. Opowiadala nam o znajomosci jej ojca z Kurtem Deutschlandem, ich wspolnych poszukiwaniach, znaleziskach oraz pamietniku Kurta, z ktorym nie rozstawal sie niemal nigdy. Gdy uslyszala, ze jestesmy w jego posiadaniu bardzo sie zdziwila, a zarazem poruszyla. Koniecznie chciala zobaczyc Stara Ksiege.
Rozlozylismy ja delikatnie na stole, a Astrid snujac opowiesc wyjawila nam pewien szczegol - okladka ksiegi, na co nie zwrocilismy uwagi, miala wyryty jakis ksztalt, o ktorym dowiedzielismy sie, ze jest fragmentem mapy. Kurt wraz z Thomasem byl niemalze pewien, ze gdzies na tym malym obszarze ziemi ukryty jest wielki skarb, nigdy jednak go nie odnalazl, wynikalo z opowiesci Astrid. Ciagnac dalej ujawnila, ze jej ojciec takze mial taka ksiege i pamieta dokladnie, ze i u niego znajdowala sie jakas mapka. Radzila nam udac sie tam, gdzie kopuła to hełm na głowę giganta.
Dziekujac za zebrane informacje udalismy sie do hotelu, by rano wyruszyc do drogi. Wstalismy o swicie. Zegar wybil czwarta trzydziesci.

Z francuskiej IV.30:
Kosciol Inwalidow wywarl na nas ogromne wrazenie. Dostojny, majestatyczny, urzekajacy...
W srodku bylo niesamowicie chlodno i jakos tak dziwnie sie poczulismy czujac bliskosc ludzi, ktorzy swymi rekoma ugniatali historie tego swiata.
Nie trafilismy na zadna wskazowke...
Ratunkiem okazal sie Ludwik Framboise - zakonnik sprawujacy piecze nad kosciolem. Po dluzszej rozmowie i wyjawneniu celu wizyty udostepnil nam do zwiedzania podziemia wraz z kryptami oraz biblioteczka.
Natychmiast rzucila nam sie w oczy Wielka Ksiega, nalezaca do samego Ferdynanda Focha. Na okladce znajdowal sie fragment mapy, jednak inny od tego, ktory posiadalismy. Zrobilem dokladne zdjecie i postanowilem sie jeszcze rozejrzec, natomiast Elzbieta mozolnie przedzierala sie przez kolejne strony pamietnika. Okazalo sie, ze Deutschland, Feldkamp oraz Foch znali sie calkiem dobrze - laczyla ich pasja poszukiwaczy skarbow. Sposrod wielu stron zapiskow jedna wydawala sie jakby nieco wazniejsza - zapisana byla innym kolorem tuszu. Sporo czasu spedzilismy naT IDentyfikacja - w 1924 Ferdynand Foch przebywal w Polsce. Wracamy znaczy sie?

Z mojego teamu ;):
Po powrocie do kraju udalismy sie zgodnie z tym, co bylo w pamietniku, do Krakowa, a konkretnie do Collegium Minus, gdzie trojka poszukiwaczy spotkala sie po raz ostatni. Sprawy nabraly tempa - w piwnicach znalezlismy stare zdjecie calej trojki wraz ze swymi pamietnikami, ktore polozone obok siebie stanowic mialy chyba cos na wzor mapy. Niestety - zdjecie bylo na tyle czytelne, ze nie bylo watpliwosci, kogo przedstawia, a na tyle nieczytelne, ze nijak nie mozna bylo tej mapki odczytac. Postanowilismy jedno - poniewaz bylismy niepilnowani, ukradlismy zdjecie, niczym batoniki z Biedronki, obiecujac sobie, ze zwrocimy najszybciej, jak to bedzie mozliwe. Teraz trzeba dorwac specjalistow, ktorzy zajma sie zdjeciem. O godzinie czwartej dziesiec udalismy sie rejsowym samolotem do Krzemowej Doliny, ktora slynie z najlepszych fachowcow.

Z U.S.A IV.10:
Lot odbyl sie bez zaklocen.
Znalezienie firmy chetnej podjecia sie zadania obrobki cyfrowej zdjecia nie stanowilo problemu. Za odpowiednia stawke firma Pervers Ficken&Development wyrazila chec wspolpracy.
No nic, trzeba bylo wyciagnac pieniadze odkladane latami na SKO, jesli zamierzalismy sie posunac krok dalej.
Po dwoch godzinach mielismy dokladna kopie mapy z trzech ksiag. Udalo sie nawet odtworzyc niewidoczny golym okiem napis szerokosci trzech centymetrow i dlugosci siedmiu: Го́радня oraz maly, czerwony punkt.
Wszystko nabralo tempa...

Z białoruskiej III.07:
Grodno - jakze wspaniale miasto. W polowie XIII wieku zdobyte przez ksiecia halicko - costam. No wazne, ze halicko, czyli rodzina. Miasto wielu zabytkow, miedzy innymi Fary Witoldowej oraz Starego Zamku. Porownalismy plan miasta z kopia naszej mapki i wychodzilo na to, ze czerwony punkt na mapce wskazuje na Bazylike katedralna. Udalismy sie tam czym predzej.
Przy wejsciu widniala sporej wielkosci tablica z lista darczyncow. Dowiedzielismy sie, ze fundatorem kosciola byl Stefanbathory. Hmmm..., ciekawe. Ruszylismy, zeby to sprawdzic...
Barokowy oltarz poteznych rozmiarow wprawil nas zdziwienie, bowiem... ...po prawej jego stronie stal wielki posag Ferdynanda Focha. Skad sie tam wzial? Mosiezna tabliczka wyjasnila wszystko: Foch byl jednym z najhojniejszych ofiarodawcow. Przeznaczyl krocie na renowacje katedry, a posag zostal zrobiony w podziece przez miejscowych kamieniarzy i rzemieslnikow. - Popatrz, jakie on ma dziwaczne wasy! - powiedziala Ela - na zadnym ze zdjec i portretow, jakie widzielismy ich nie mial. Faktycznie bylo to dosyc dziwne. Rozmyslanie o wasach Ferdynanda Focha przerwal mi jakis dziwny dzwiek. Zerknalem, co sie dzieje. Elzbieta stala z jakas taka glupio-zdziwiona mina, co wprawilo mnie w rozbawienie. - Cos sie stalo? - spytalem - Zobacz na pomnik! - krzyknela Dalbym sobie reke uciac, ze Foch przed momentem mial zamkniete usta, natomiast teraz stal z rozdziawionymi, tak samo, jak Ela. Nim zdazylem sobie cokolwiek probowac wytlumaczyc dobiegl mnie glos: - Bo ja tylko pociagnelam go za te wasy i sie cos stalo! Takie nienaturalne byly. Ale sie wystraszylam... Przyjrzalem sie dokladniej wasom i otwartej buzi Focha. He, ale pomyslowo zrobione - byl to maly mechanizm z zapadnia, ktora po przekreceniu wasow otwierala usta posagu. Zajrzalem do ich srodka... - Mapa! Mapa!! Mapamapa!!! - wrzasnalem rozentuzjazmowany - Moze prowadzi do skarbu!? - spytala niedowierzajac Ela Papier wygladal na bardzo stary. Widnialy na nim portrety rodu jakichs Danielsow. Od Teodora Danielsa IV do Jacka Danielsa XXIV. Ponizej portretow znajdowala sie grupa jakichs niezliczonych punktow, czy ksztaltow, z czego jeden zakreslony byl waniliowa otoczka z zaznaczonym krzyzykiem na jej polnocnym krancu. Na brzegach tego zwoju wykaligrafowane byly duze litery, ktore w zaleznosci od ktorego miejsca zaczelo je sie odczytywac tworzyly jakies dziwaczne zwroty: LLYSCI, YSCILL, CILLYS, SCILLY, LISCYL. - No to mamy zagadke! - powiedziala Elzbieta - Spokojnie, tylko spokojnie - odpowiedzialem. Po pol godzinie wiedzielismy, ze znowu czeka nas podroz. Byc moze i jej final?

Z Angielskiej IV.24:
Otoczony punkt z mapy skierowal nas na wyspe Tresco w archipelagu Scilly.
Po godzinnej podrozy starym kutrem, milej rozmowie z jego kapitanem, wypicu trzech apple brandy, dotarlismy do celu.
Poniewaz poczulem sie dziwnie zmeczony, postanowilem sie koniecznie przespac, utyskiwania Eli wypuszczajac drugim uchem.
Obudzilem sie pod wieczor, z nieznajoma suchoscia, Ela w tym czasie zdazyla zapoznac sie z wysepka. Wedlug mapy punkt na niej zaznaczony znajdowal sie od nas niecale dwiescie metrow. Pomimo, ze nie mialem ochoty na nic, udalismy sie tam we dwoje. Miejsce niespecjalne. Jedyne, co wpadlo mi w oko, to jakis krzew olbrzymich rozmiarow.
- Czyzby to wlasnie tutaj? - wyszeptalem, sam nie wiedzac, dlaczego
- Wedlug mapy tak - odparla - No, rusz sie po saperke! - zadecydowala - Moze w koncu bogata bede? - rozmyslala na glos.
Po chwili bylem spowrotem.
Raaanyyy!! Jak mi sie nie chcialo kopac! W dodatku ten krzew byl jakis monstrualny! Po dwudziestu minutach zdawalo mi sie, ze mam do przekopania cala wyspe!
- Kurwa, korzonki jebane! - rzucilem w nerwach, przedzierajac sie mozolnie przez korzenie tego dziadostwa - No juz mi sie nie chce!
- Kop, nie marudz! - uslyszalem
- Juz kopie... - odparlem od niechcenia, w myslach widzac, jak kopie ja w glowe.

Po dwoch godzinach przerzucilem chyba ze sto ton piasku i korzonkow. Przynajmniej tak mi sie wydawalo. I juz mialem tym pieprznac, gdy nagle saperka stawila mocny opor.
Delikatnie odgarnalem piach...

- Jest skrzynia! Lahahaha!! Skrzynia!! W koncu cie mamy!!! - ryknalem
Ela zeskoczyla do wykopu, pomagajac mi odgarniac piach.
Oczom naszym ukazala sie sporej wielkosci stara skrzynia, na ktorej widnialo haslo: MORITURI TE SALUTANT!
2006-11-08 22:43:41
Nie wiem, co z tym wszytskim zrobic w tym momencie. Od poczatku ten konkurs nie ukladal sie po mojej mysli.
Przespie sie, w pracy na spokojnie posprawdzam wszystko raz jeszcze i zastanowie sie do wieczora, co dalej.
2006-11-08 22:45:44
Milej i pogodnej nocki :D

Niech ci sie przysni Skarb


Fajny konkursik :D
2006-11-08 22:46:29
Mimo wszystko! Mimo ze nie udalo mi sie dobrnac do konca! Mimo moda ktory probowal zepsuc sprawe..

HALYK JESTES WIELKI:D
2006-11-08 22:47:03
konkursik zrobilem do polowy ale i tak gratki bo byl (a w sumei jest) zajebisty... :]
2006-11-08 22:47:08
teraz przynajmniej wiem o co w tym chodziło:P

Ale jakwyście do tego dochodzili to ja nie wiem :P
2006-11-08 22:47:55
troche google wystarczylo uzyc :D i wlasnego umyslu rzecz jasna bo przez chwile myslalem o co chodzi z tą kopułą :D
2006-11-08 22:48:11
chociaz moze nie wyszlo tak jak powinno i nie zupelnie po Twojej mysli to mimo wszystko konkursik bardzo fajny z zaciekawieniem sie rozwiazywalo jego kolejne etapy
zabawa byla dobra, a o zabawe przeciez chodzi :)
gratuluje pomyslowosci i poswiecenia :]
2006-11-08 22:50:18
1 punkt gb shadowa
2 punkt 5.33 liga niemiecka
3 punkt grecka liga 4.12
4 punkt 4.52 liga niemiecka
5 punkt 3.15 liga austriacka
6 punkt 2.04 liga wenezuelska
7 punkt australia 4.08
8punkt turcja 5.007
9 punkt francja liga 4.30
10 punkt hardboys polska 4.13
11 punkt usa c liga 10
12 punkt białoruska liga 07
13 punkt stefanbathory
14 punkt liga angielska 4.24

w koncu zrobiłem
2006-11-08 22:50:36
Wielkie dzieki Tony :D

ZOstajesz na drugą kadencję ?? :]
2006-11-08 22:51:28
i taka jeszcze mala sugestia...
skoro kilka osob dotarlo do konca i nie wiadomo co zrobic
podziel skarb - polej po kielichu niech kazdy skosztuje i do domow idziem spac :P
2006-11-08 22:52:07
w sumie to na końscu każdej wiadomości były podane ligi w których są kolejne wiadomosci np. czwarta 30 itp.

Jak przeczytałem 1 post to myslałem ze cały post zawiera jakąś informacje i trzeba to pozklejac w całość:P


Ale konkursik odjechany;]
2006-11-08 22:52:34
No dzieki, dzieki.
W sumie pierwsze koty za ploty i wiele bledow bylo oraz organizacja do poprawy, a do tego w takim momencie panna mi kompa zajela.
Serio ciesze sie, ze idea sie spodobala.

Dodam, ze w wielu miejscach fikcja miesza sie z rzeczywistoscia, a Thomas Feldkamp to moj szef. :p
2006-11-08 22:53:01
ale nie w kazdym miales podane tak ladnie na tacy, ze hop i juz w nastepnej jestes ;]
2006-11-08 22:53:07
No tylko ze trzeba bylo dojsc gdzie ta liga jest... o na poczatku to jeszcze Tony sam zakladal tematy a pozniej juz wklejal do juz zalozonych :D