Subpage under development, new version coming soon!
Subject: Gdzie myto?
Tony Halik [del] to
All
- Gdzie myto kurwa byli!? - zapytal trener, otwierajac jedno oko. Na tle bladej, zniszczonej twarzy, kontrastowalo pieknym karminem.
- Holandia Panie Trenerze - odrzeklo czympredzej kilku zawodnikow, majac nadzieje, ze zasnie ponownie.
- Finlandia... No niezle jej poszlo wczoraj - powiedzial bezladnie, drapiac sie po glowie.
- Holandia! W Holandii bylismy! - ryknela do ucha Marylka
- O bladz, a poco!? - odrzekl zdziwiony
- Bylismy skopac juliusowe dupska, Trenerze - odpowiedzial zgodnie z prawda Januszewski
- Wygralim?
- Sie wie! - ryknela prawie cala ekipa.
Odwrocil glowe jakby szukajac czegos. Zapijaczone mysli powoli ustawialy sie w szeregu.
Kadrosan, jak nazywano autobus kadry, gotowy byl o 21 do drogi.
- Korkotrampki wziete?
-Tak
- Dresiki na sobie?
- Tak
- Panie Trenerze, zapomnialem dresu - powiedzial Pazdan
- To nie bedziesz gral. Papierosy wziete?
-Wziete
- No, sport to zdrowie, wsiadac, wsiadac szybko, bo trzeba zaczac.
Co chwile bylo slychac jakis brzek szkla w reklamowkach.
- Co oni tam wioza? - zastanawial sie wyslannik SZPN - Lusterka?
Turbodisel odpalil i tak zaczela sie wyprawa po zloty medal Mistrzostw Swiata...
Zaczeli zaraz za brama klubu. Do granicy bylo wesolo, tylko ci Niemcy jacys czepialscy - nie widza, ze chlopaki na mecz jada? Przeciez bywa czasem, ze komus sie w przejsciu zasnie.
W okolicach Hannoveru 3/4 juz spalo, ci wytrwalsi konczyli co mieli i tez powoli zapadali w sen. Klubowemu kierowcy umysl falowal od stezenia oparow.
- Wstawac! Wstawac!! Jestesmy na miejscu!!! - ryczala Marylka, jakby mala kara bylo niepokojace uczucie suchosci.
Ekipa powoli zaczela sie wygramalac.
- Ooo, ale Polacy sa czerwoni - slychac bylo glosy zebranych reporterow - To pewnie od ostrych zim
Nagle cos huknelo strasznie!
Wszystkie obiektywy skierowane w jedna strone, a tam Kochowski fikolka na stopniach autobusu robi!
Nasi cieszyli sie jak durnie, Holendrzy byli przerazeni. Chyba nie maja poczucia humoru.
Udali sie do hotelu, grajac w pilke w holu. Brak wesolosci tutejszych znowu dal znac o sobie, gdy to Bialozyt arbuza niesionego przez kelnera wzial za pilke, usilnie piastkujac.
W pokojach kazdy doprowadzil sie do stanu uzywalnosci, po czym trener zadecydowal, ze ruszaja przed meczem do centrum - zjesc cos i poszwedac sie nieco.
- Rotterdam - rozdarte miasto. Po wojnie niemal nic tu nie zostalo. Sama nowoczesnosc. Jedynie Ren jak plynal, plynie - powiedzial Jastrzab. Bystry chlopak.
Idac w kierunku sobie nieznanym, zobaczyli napis "Coffee Shop".
- Panie Trenerze, moze wskoczymy na kawke - zaproponowal ktos z grupy
- A mowia tam po polsku albo rusku? - zapytal
- A ktoz to wie. Damy rade, ja znam angielski - podbudowal reszte Turkowski
Tego nikt sie nie spodziewal.
Weszli i zaraz cos ich uderzylo w nozdrza.
- Uuuuu, ale fajnie, zostajemy tu - wszyscy byli jednoglosni - Jakies nieznane u nas odmiany kawy.
Wzieli menu i zaczeli wybierac losowo, kelnerowi pokazujac palcami. Jedynie Turkowski sprawnie operowal jezykiem.
- Gif mi cwaj bir - rzekl zdecydowanie - i to - wskazal czwarta pozycje w menu.
Jakiez bylo zdziwienie, gdy zamiast kawy dostali, hmm... No niewazne, co dostali, wazne, ze czas im milo zlecial.
Jak zwykle wszystko zepsuc musiala Marylka, ktora szarpiac kazdego po kolei ponagla, ze niby jakis mecz jest, wywolujac coraz wieksze salwy smiechu. W koncu jej sie udalo i trzydziesci par czerwonych oczu wylazlo z tej dziwnej kawiarni, paradujac w narodowych dresikach.
Bylo cos okolo 11:30, kiedy w jak najlepszym humorze stawili sie na stadion.
Jakze fenomenalny obiekt! De Kuip - ponad 50 tys. miejsc, zadaszenie, murawa taka, ze chlopaki stali dobre piec minet zafascynowani.
Holendrzy przeprowadzali ostra rozgrzewke, spogladajac na naszych z lekka ironia, myslac zapewne "a coz to za cudaki?".
- Smieja sie z nas chlopaki! - krzyknal Lawa
- Ten sie smieje, kto sie jebie ostatni - powiedzial Trener spokojnie - No juz, wskakiwac w spodenki , macie tu pilke i cos tam sobie pokopcie!
Podczas, gdy Holendrzy cos czarowali na murawie, nasi odstawiali klepke, nie za bardzo wiedzac, co robic z pilka.
Zostalo dziesiec minut do meczu. Obie ekipy zeszly do swoich boksow. Widac bylo, jak trener rywali cos im rozrysowuje, tlumaczy mocno gestykulujac i cos zakreslajac w notatniku, tak ze az niektorym oczy wychodzily ze zdziwienia. Nasz selekcjoner popatrzyl na to wszystko, odwrocil sie do chlopakow, przekazujac im najwieksze tajniki taktyki:
- Wezcie cos tam chlopaki, no wiecie...
Wygladal fatalnie, a sprawnosc jego umyslu rysowala sie jeszcze gorzej. Reszta wygladala jak jego mlodsze odbicia.
Zaczeli!
Januszewski biegal jak nakrecony, Turkowski za to na wprost. W dziesiatej minucie probowal nawiec przebiec na wprost bramkarza, ale ten zabral mu pilke. W dwudziestej defensywe trzymala jeszcze ta kawiarnia. Przy akcji rywala Rudawski rzucil tylko wesolo do kumpla ze srodka:
- Patrz, jak ten z boku zapierdala - ...
...i nim radosc minela, cieszyli sie Holendrzy.
Trener wyciagnal mala piersiowke i z nerwow wypil dwie szklanki.
Chwile pozniej przycisneli nasi. Turkowski biegi na wprost zamienil z wytwornymi koleczkami miedzy samym soba, probujac zranic strzalem bramkarza, Kochowski natomiast z niewiadomych powodow postanowil zniszczyc bramke, kopiac pilka w poprzeczke z calej sily.
Znowu dwie szklanki z malej piersiowki poszly.
Nie minelo dziesiec minut, gdy Januszewski majac dwoch niekrytych napastnikow i tylko bramkarza rywali krzyknal
- Jebne brame i bede Janushinho!
Piersiowka powoli zaczynala sie konczyc, a Januszewski ponownie postanowil zwienczyc dzielo, strzelajac z czuba...
...w kibica z trzeciego rzedu.
- Masz cus - zagadnal trener grzecznie do Mariolki, ktora zawsze gdzies miala ukryte porcje ratunkowe.
Na przerwe zeszli umachani jak swinie z bramka w plecy.
- Dobrze jest chlopaki! - powiedzial Trener - Tu niespodzianke mam dla was. Zara, zara.
Nie wiadomo, skad ten sztajf ja wytrzasnal, fakt jest jednak taki, ze w przerwie wpadla do szatni Mandaryna, zaspiewala "tralala", pokazala kawalek cycka i chlopcy wyszli na drogie 45 minut jak zaczarowani. Prawde ludzie mowia o leczniczych wlasciwosciach Mandaryn!
Na efekty dlugo nie trzeba bylo czekac - dwie szybkie brameczki Kochowskiego i Turkowskiego i mozna bylo delektowac sie piersioweczka w calkiem innym nastroju.
Mecz toczyl sie pod nasze dyktando, a zwienczeniem byla trzecia bramka zdobyta przez Turkowskiego pod koniec spotkania i stalo sie jasne, ze trzy punkty mamy pewne.
Ole!
Po meczu wszyscy wrocili do hotelu troche sie odswiezyc, krotka wizyta w sklepie, zeby pare pierdol szklanych na droge kupic, znajoma kawiarnia, Kadrosan zadymil, Polska czeka.
Powrot uplynal w znakomitej atmosferze utrat swiadomosci i tylko znowu ci niezyciowi niemieccy celnicy...
- Holandia Panie Trenerze - odrzeklo czympredzej kilku zawodnikow, majac nadzieje, ze zasnie ponownie.
- Finlandia... No niezle jej poszlo wczoraj - powiedzial bezladnie, drapiac sie po glowie.
- Holandia! W Holandii bylismy! - ryknela do ucha Marylka
- O bladz, a poco!? - odrzekl zdziwiony
- Bylismy skopac juliusowe dupska, Trenerze - odpowiedzial zgodnie z prawda Januszewski
- Wygralim?
- Sie wie! - ryknela prawie cala ekipa.
Odwrocil glowe jakby szukajac czegos. Zapijaczone mysli powoli ustawialy sie w szeregu.
Kadrosan, jak nazywano autobus kadry, gotowy byl o 21 do drogi.
- Korkotrampki wziete?
-Tak
- Dresiki na sobie?
- Tak
- Panie Trenerze, zapomnialem dresu - powiedzial Pazdan
- To nie bedziesz gral. Papierosy wziete?
-Wziete
- No, sport to zdrowie, wsiadac, wsiadac szybko, bo trzeba zaczac.
Co chwile bylo slychac jakis brzek szkla w reklamowkach.
- Co oni tam wioza? - zastanawial sie wyslannik SZPN - Lusterka?
Turbodisel odpalil i tak zaczela sie wyprawa po zloty medal Mistrzostw Swiata...
Zaczeli zaraz za brama klubu. Do granicy bylo wesolo, tylko ci Niemcy jacys czepialscy - nie widza, ze chlopaki na mecz jada? Przeciez bywa czasem, ze komus sie w przejsciu zasnie.
W okolicach Hannoveru 3/4 juz spalo, ci wytrwalsi konczyli co mieli i tez powoli zapadali w sen. Klubowemu kierowcy umysl falowal od stezenia oparow.
- Wstawac! Wstawac!! Jestesmy na miejscu!!! - ryczala Marylka, jakby mala kara bylo niepokojace uczucie suchosci.
Ekipa powoli zaczela sie wygramalac.
- Ooo, ale Polacy sa czerwoni - slychac bylo glosy zebranych reporterow - To pewnie od ostrych zim
Nagle cos huknelo strasznie!
Wszystkie obiektywy skierowane w jedna strone, a tam Kochowski fikolka na stopniach autobusu robi!
Nasi cieszyli sie jak durnie, Holendrzy byli przerazeni. Chyba nie maja poczucia humoru.
Udali sie do hotelu, grajac w pilke w holu. Brak wesolosci tutejszych znowu dal znac o sobie, gdy to Bialozyt arbuza niesionego przez kelnera wzial za pilke, usilnie piastkujac.
W pokojach kazdy doprowadzil sie do stanu uzywalnosci, po czym trener zadecydowal, ze ruszaja przed meczem do centrum - zjesc cos i poszwedac sie nieco.
- Rotterdam - rozdarte miasto. Po wojnie niemal nic tu nie zostalo. Sama nowoczesnosc. Jedynie Ren jak plynal, plynie - powiedzial Jastrzab. Bystry chlopak.
Idac w kierunku sobie nieznanym, zobaczyli napis "Coffee Shop".
- Panie Trenerze, moze wskoczymy na kawke - zaproponowal ktos z grupy
- A mowia tam po polsku albo rusku? - zapytal
- A ktoz to wie. Damy rade, ja znam angielski - podbudowal reszte Turkowski
Tego nikt sie nie spodziewal.
Weszli i zaraz cos ich uderzylo w nozdrza.
- Uuuuu, ale fajnie, zostajemy tu - wszyscy byli jednoglosni - Jakies nieznane u nas odmiany kawy.
Wzieli menu i zaczeli wybierac losowo, kelnerowi pokazujac palcami. Jedynie Turkowski sprawnie operowal jezykiem.
- Gif mi cwaj bir - rzekl zdecydowanie - i to - wskazal czwarta pozycje w menu.
Jakiez bylo zdziwienie, gdy zamiast kawy dostali, hmm... No niewazne, co dostali, wazne, ze czas im milo zlecial.
Jak zwykle wszystko zepsuc musiala Marylka, ktora szarpiac kazdego po kolei ponagla, ze niby jakis mecz jest, wywolujac coraz wieksze salwy smiechu. W koncu jej sie udalo i trzydziesci par czerwonych oczu wylazlo z tej dziwnej kawiarni, paradujac w narodowych dresikach.
Bylo cos okolo 11:30, kiedy w jak najlepszym humorze stawili sie na stadion.
Jakze fenomenalny obiekt! De Kuip - ponad 50 tys. miejsc, zadaszenie, murawa taka, ze chlopaki stali dobre piec minet zafascynowani.
Holendrzy przeprowadzali ostra rozgrzewke, spogladajac na naszych z lekka ironia, myslac zapewne "a coz to za cudaki?".
- Smieja sie z nas chlopaki! - krzyknal Lawa
- Ten sie smieje, kto sie jebie ostatni - powiedzial Trener spokojnie - No juz, wskakiwac w spodenki , macie tu pilke i cos tam sobie pokopcie!
Podczas, gdy Holendrzy cos czarowali na murawie, nasi odstawiali klepke, nie za bardzo wiedzac, co robic z pilka.
Zostalo dziesiec minut do meczu. Obie ekipy zeszly do swoich boksow. Widac bylo, jak trener rywali cos im rozrysowuje, tlumaczy mocno gestykulujac i cos zakreslajac w notatniku, tak ze az niektorym oczy wychodzily ze zdziwienia. Nasz selekcjoner popatrzyl na to wszystko, odwrocil sie do chlopakow, przekazujac im najwieksze tajniki taktyki:
- Wezcie cos tam chlopaki, no wiecie...
Wygladal fatalnie, a sprawnosc jego umyslu rysowala sie jeszcze gorzej. Reszta wygladala jak jego mlodsze odbicia.
Zaczeli!
Januszewski biegal jak nakrecony, Turkowski za to na wprost. W dziesiatej minucie probowal nawiec przebiec na wprost bramkarza, ale ten zabral mu pilke. W dwudziestej defensywe trzymala jeszcze ta kawiarnia. Przy akcji rywala Rudawski rzucil tylko wesolo do kumpla ze srodka:
- Patrz, jak ten z boku zapierdala - ...
...i nim radosc minela, cieszyli sie Holendrzy.
Trener wyciagnal mala piersiowke i z nerwow wypil dwie szklanki.
Chwile pozniej przycisneli nasi. Turkowski biegi na wprost zamienil z wytwornymi koleczkami miedzy samym soba, probujac zranic strzalem bramkarza, Kochowski natomiast z niewiadomych powodow postanowil zniszczyc bramke, kopiac pilka w poprzeczke z calej sily.
Znowu dwie szklanki z malej piersiowki poszly.
Nie minelo dziesiec minut, gdy Januszewski majac dwoch niekrytych napastnikow i tylko bramkarza rywali krzyknal
- Jebne brame i bede Janushinho!
Piersiowka powoli zaczynala sie konczyc, a Januszewski ponownie postanowil zwienczyc dzielo, strzelajac z czuba...
...w kibica z trzeciego rzedu.
- Masz cus - zagadnal trener grzecznie do Mariolki, ktora zawsze gdzies miala ukryte porcje ratunkowe.
Na przerwe zeszli umachani jak swinie z bramka w plecy.
- Dobrze jest chlopaki! - powiedzial Trener - Tu niespodzianke mam dla was. Zara, zara.
Nie wiadomo, skad ten sztajf ja wytrzasnal, fakt jest jednak taki, ze w przerwie wpadla do szatni Mandaryna, zaspiewala "tralala", pokazala kawalek cycka i chlopcy wyszli na drogie 45 minut jak zaczarowani. Prawde ludzie mowia o leczniczych wlasciwosciach Mandaryn!
Na efekty dlugo nie trzeba bylo czekac - dwie szybkie brameczki Kochowskiego i Turkowskiego i mozna bylo delektowac sie piersioweczka w calkiem innym nastroju.
Mecz toczyl sie pod nasze dyktando, a zwienczeniem byla trzecia bramka zdobyta przez Turkowskiego pod koniec spotkania i stalo sie jasne, ze trzy punkty mamy pewne.
Ole!
Po meczu wszyscy wrocili do hotelu troche sie odswiezyc, krotka wizyta w sklepie, zeby pare pierdol szklanych na droge kupic, znajoma kawiarnia, Kadrosan zadymil, Polska czeka.
Powrot uplynal w znakomitej atmosferze utrat swiadomosci i tylko znowu ci niezyciowi niemieccy celnicy...
(po dluzszej chwili spowodowanej spadnieciem z krzesla) wiec tak:
*W okolicach Hannoveru 3/4 juz spalo, ci wytrwalsi konczyli co mieli i tez powoli zapadali w sen. Klubowemu kierowcy umysl falowal od stezenia oparow.
*Brak wesolosci tutejszych znowu dal znac o sobie, gdy to Bialozyt arbuza niesionego przez kelnera wzial za pilke, usilnie piastkujac.
*Przy akcji rywala Rudawski rzucil tylko wesolo do kumpla ze srodka:
- Patrz, jak ten z boku zapierdala - ...
jeszcze to jakos przezylem (ledwo, ale przezylem), ALE TO:
- Jebne brame i bede Janushinho!
Piersiowka powoli zaczynala sie konczyc, a Januszewski ponownie postanowil zwienczyc dzielo, strzelajac z czuba...
...w kibica z trzeciego rzedu.
to juz przegiecie... wiesz jak mnie dupa boli? :p
*W okolicach Hannoveru 3/4 juz spalo, ci wytrwalsi konczyli co mieli i tez powoli zapadali w sen. Klubowemu kierowcy umysl falowal od stezenia oparow.
*Brak wesolosci tutejszych znowu dal znac o sobie, gdy to Bialozyt arbuza niesionego przez kelnera wzial za pilke, usilnie piastkujac.
*Przy akcji rywala Rudawski rzucil tylko wesolo do kumpla ze srodka:
- Patrz, jak ten z boku zapierdala - ...
jeszcze to jakos przezylem (ledwo, ale przezylem), ALE TO:
- Jebne brame i bede Janushinho!
Piersiowka powoli zaczynala sie konczyc, a Januszewski ponownie postanowil zwienczyc dzielo, strzelajac z czuba...
...w kibica z trzeciego rzedu.
to juz przegiecie... wiesz jak mnie dupa boli? :p
hmm.a ja w kwestii formalnej-wyłapałem pewna niescisłośc-"Trener wyciagnal mala piersiowke i z nerwow wypil dwie szklanki." potem wypił jeszcze dwie, a następnie skorzystał z niej po raz trzeci i mozemy podejrzewać, ze potraktował się standardowo.no i wtedy dopiero zaczęła się kończyć.1szklanka ok.200mlx6+ta resztka to wychodzi mi, że ta "mała" piersiówka miała przynajmniej coś z 1,3L:) to aż boję sie zapytać jakie piersiówki uwazasz za duże?:)
buahahaha;) no lepszego poranku sobie nie mogłem wyobrazic:D
Miniony rok pokazał, że środkiem płatniczym w piłkarskich transferach nie muszą być euro, funty czy dolary. W lutym Rumun Marius Cioara został sprzedany przez drugoligowy klub UT Arad do zespołu Regal Horia za... 15 kg mięsa. Nowy klub nie był jednak zadowolony z transakcji, bowiem piłkarz odmówił gry i postanowił zakończyć karierę zawodową. Zamierzał przenieść się do Hiszpanii i znaleźć tam pracę w rolnictwie lub przemyśle budowlanym....za Andrzeja Sierke dam 30kg miesa:]